sobota, 8 kwietnia 2017

Subtelna różnica

Tak mogłabym określić poprzedni miesiąc - subtelna różnica. I nie chodzi tylko o odświeżenie fryzury :)
Chyba nikogo specjalnie nie zdziwi gdy się powtórzę – ale ten miesiąc szybko zleciał. Czy są jakieś sposoby na zatrzymanie czasu? Albo chociaż na nieznaczne zwolnienie. Chętnie je zgłębię.
Choć staram się żyć w harmonii z samą sobą, nie dać się zgnębić przez nielubianą pracę i domowe obowiązki (czy naprawdę trzeba mieć wszystkie okna wypucowane na Wielkanoc?), to czuję, że coś mi umyka i życie od weekendu do weekendu odbiera mi radość z jego celebrowania.
Ale jak to zrobić by mi się chciało tak jak mi się nie chce?
Początek miesiąca był pozytywny. Dieta po dłuższej (bardzo dłuższej) przerwie zaczęła znów przynosić efekty. Czułam się fajnie. Przeczytałam książkę „Slow fashion”, która choć proponująca zbyt restrykcyjne podejście do porządków w szafie, dała mi do myślenia. Mój przegląd szafy skończył się na dwóch półkach – koszulki z krótkim rękawem i buty. Ładna pogoda w weekendy i remont salonu sprawiły, że nie miałam jak wygospodarować sobie całego popołudnia na porządki w sypialnianej szafie. Niemniej jednak zaczęłam się głębiej zastanawiać nad zakupami. Zrobiłam listę elementów brakujących i staram się poza nią nie wykraczać.
Szkoda, że nic nie wyszło ze zmiany pracy. Sama jestem sobie winna bo stchórzyłam. Uważam się za osobę ambitną więc obecna posada, która według mnie jest mało rozwojowa, nie satysfakcjonuje mnie. Ale przestraszyłam się, że sobie nie poradzę gdzie indziej. Szczególnie zdeprymowała mnie informacja, że już ktoś się na tym stanowisku nie sprawdził i podziękowano mu po okresie próbnym trzech miesięcy. Nie powiem, pochlebiało mi to, że poproszono mnie o przemyślenie oferty, a nawet zaproponowano wyższe stanowisko. Gdy jednak chciałam się ponownie spotkać, by omówić obowiązki osobiście, odbiłam się od ściany. O proponowanej pracy rozmawialiśmy półtorej godziny, a teraz mam się w ciemno zgodzić na inne stanowisko bo „obowiązki wymienione są w ogłoszeniu”? Nie widzę logiki w takim podejściu. Szkoda mi tylko potencjalnie rozwojowych zadań typu organizacja eventów, którą interesuję się od dłuższego czasu. W tej branży jednak (jak w każdej zresztą) chcą osoby wyłącznie z doświadczeniem. Tutaj miałam szansę to doświadczenie zyskać niejako „przy okazji”. Obawiam się jednak, że był to podpunkt w ofercie wpisany „na zachętę”, a skończyłabym odbierając pocztę i podając kawę. Tak to sobie tłumaczę :)
Podsumowując – praca bez zmian, remontowo o krok do przodu, nastrój na mocne trzy minus. A pozytywy? W końcu jest jasno, gdy wracam do domu! Cudowne uczucie. Jestem osobą, która bardzo, ale to bardzo jest podatna na zmiany pogody i pór roku. Zimą często po przyjściu z pracy zdarzało mi się… zasypiać! Teraz po ugotowaniu i zjedzeniu obiadu mogę jeszcze wyjść na spacer i wrócić przed zmrokiem. I choć słyszałam wiele głosów mówiących, że mamy to szczęście, że mieszkając w klimacie umiarkowanym możemy doświadczać zmienności pór roku, to ja osobiście chyba lepiej czułabym się mieszkając w północnej Kalifornii. Na razie się jednak na to nie zapowiada więc pozostaje mi cieszenie się tą lepszą połową roku.
Nie byłoby porządnego podsumowania bez części kulturalnej. W marcu byłam w kinie aż trzy razy choć nie na filmach, na których chciałam. O moich odczuciach po obejrzeniu „Wszystko albo nic” pisałam już jakiś czas temu tutaj. Drugim filmem był „Azyl”, który wybrałyśmy z mamą posiadając cztery groupony ważne do końca miesiąca. Ten film podobał mi się najbardziej. Miejsce drugie na podium zajmuje zaś „Ghost in the shell” wybrany przez mojego męża. Możliwe, że nie oceniam obiektywnie, bo jestem umiarkowaną fanką Scarlet Johansson, ale to zupełnie nie mój klimat.
Książki w marcu przeczytałam aż dwie. „Slow fashion” i „Slow life”. Pierwsza była w porządku, drugą męczyłam nieco dłużej, głównie w pociągu, więc nie miałam czasu i narzędzi by usiąść nad zadaniami w niej zaproponowanymi. Myślę, że ponowne jej przejrzenie, tym razem z kartką i długopisem, wyjdzie mi na dobre. Nie popadam jednak w zachwyt nad jej innowacyjnym podejściem do życia.




4 komentarze:

  1. ja nie wiem co się dzieje z tym czasem. Dopiero co Boże Narodzenie było, dopiero co planowałam co upiekę, a tu już Wielkanoc. Oj, zdecydowanie chciałabym zwolnić i przestać żyć tylko od weekendu do weekendu. Chciałabym.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiście, że NIE TRZEBA mieć wypucowanych okien na święta :-D najważniejsze to żyć... i cieszyć się życiem... żyć tak, żeby było nam dobrze... :-) Bardzo fajny przegląd zdjęć :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajne odświeżenie fryzury :)
    Trzymam kciuki za zmianę pracy, bo najtrudniejsza część odbywa się w naszej głowie.
    Co do slow life to wcale nie jest to aż innowacyjne podejście do życia ;) Ale najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...