sobota, 30 lipca 2016

Czas na (Insta) relację z See Bloggers (i ogólnie z wyjazdu do Trójmiasta)

Mój aparat wybrał sobie najgorszy moment na awarię. Lato, wyjazdy, tyle pięknych widoków, a on się popsuł. Podczas wyjazdu do Trójmiasta więc musiał mi wystarczyć telefon. Większość zdjęć poniżej zaprezentowanych wrzucałam na bieżąco na Instagram.

Zacznijmy od początku. Przyjechaliśmy do Gdańska w piątek rano. Zmęczeni, ale szczęśliwi wybraliśmy się na kawę do najbliższego możliwego lokalu czyli... KFC. Pani z napisem "uczę się" koniecznie chciała nam wcisnąć ciastko, gdyż kawa z ciastkiem jest tańsza. Na każdym kroku ludzie próbują bombardować moją dietę :P To przypomniało mi filmy z czasów, gdy nie było mnie jeszcze na świecie, a kawa była wyłącznie z WZ-ką.
W końcu dogadaliśmy się, że Pani policzy nam ciastka, ale ich nie da. Kompromis.
Zakupiwszy bilet dobowy na kolejkę podmiejską przemieściliśmy się do Gdyni Orłowa, gdzie mieliśmy "zaklepany" ten sam hostel co rok temu. Co najważniejsze, dzięki moim negocjacjom, w zeszłorocznej cenie. Po przybyciu na miejsce rozlokowaliśmy się w pokoju wspólnym czekając na właściciela, który chwilę później przyszedł z pękiem kluczy do pokoi i niepewną miną. Zapytana o ty czy rezerwacja była na nazwisko Łukasz Kowalski (strzelam), odpowiedziałam, że nie. Podałam nazwisko i naprowadziłam Pana na właściwy trop przypominając, że kontaktowaliśmy się mailowo. Po kolejnych kilku minutach czekania właściciel zszedł do nas ze strapioną minął i wyjaśnił nam, że mają od trzech dni awarię rury i próbował się do mnie dodzwonić, ale numer nie odpowiadał.
Ja, wielce zaskoczona, sprawdziłam maila - numer podałam poprawny. I co teraz?
Na karteczce Pan napisał nam adres hostelu niedaleko dworca Gdynia Główna zapewniając, że mają tam dla nas miejsca (sugerując, że są umówieni i niejednego gościa już musiał tam odesłać ze względu na ww. rurę).
Poczułam dziwny zapach. Nie, to nie woda z kapiącej rury. To kłamstwo szyte grubymi nićmi, tak pachniało. Upewniłam się w tym, gdy po dotarciu do centrum Gdyni (dzięki Bogu za pomysł z dobowym biletem na nieograniczoną ilość przejazdów) i znalezieniu hostelu (co nie było łatwe, nawet z nawigacją) okazało się, że nikt do nich nie dzwonił i w ogóle pierwsze słyszą.
Co za tupet! Sprzedać trzy kłamstwa w jednym zdaniu! Że awaria, że dzwonił do mnie i że zapewnił nam nocleg w innym obiekcie. Oj na pewno wystawię im stosowną opinię. Overbooking już wyszedł z mody, drogi Panie. Nauczyło mnie to jednego - zawsze sto razy potwierdzaj swoje rezerwacje.
Piątek spędziliśmy bardzo aktywnie. Niestety pogoda nie dopisała. Kolejna nasza wizyta w Sopocie i jak zwykle deszcz :(
W sobotę wstałam z samego rana i w miejscu odbywania się warsztatów See Bloggers byłam już po ósmej. Szczerze mówiąc liczyłam, że zeszłoroczna opcja zameldowania się już w piątek będzie również dostępna. Gdy okazało się, że nie, wolałam przyjechać wcześniej by uniknąć kolejek. Wizja tysiąca osób chcących się zarejestrować trochę mnie przerażała. Dobrze zrobiłam, bo gdy inni stali w kolejce, ja zdążyłam już odwiedzić większość stanowisk sponsorskich. Jedynym kiepskim pomysłem było danie nam w prezencie trzech litrów Coca Coli, które musieliśmy nosić ze sobą cały dzień. Nie wystarczyłyby małe puszeczki? :) Ja nawet Coli nie piję :)
Okazało się, że zapisałam się prawie wyłącznie na warsztaty, podczas których rozdawane są upominki. Pod koniec dnia byłam obładowana jak himalajski szerpa. Niestety, w przeciwieństwie do zeszłego roku, nie zainteresowało mnie zbyt wiele wykładów merytorycznych. Duża część z nich była skierowana do vlogerów. Postawiłam więc na strefę Beauty i Parenting (?) słuchając wywiadu z reprezentantką firmy Oillan, biorąc udział w pokazie produktów marki Gosh Copenhagen i ucząc się jak poprawnie pielęgnować włosy z Michel Mercier.
Wyposażona w zapas emolientów, szczotkę w wersji turystycznej i kosmetyczkę wypełnioną przedpremierową "kolorówką" wróciłam do hostelu. Resztę dnia spędziłam z mężem zwiedzając po raz pierwszy Gdynię.
Niestety nie dotarliśmy na wieczorną imprezę. A szkoda, bo miałam przygotowany fajny zestaw w stylu boho.
Drugiego dnia zapisana byłam tylko na jeden "wykład" o 13:00. Najpierw jednak wybrałam się na zakupy do galerii Riviera gdzie znalazłam kilka na prawdę świetnych rzeczy w fajnych cenach. I to wszystko w sieciówkach, do których u siebie w mieście dawno przestałam zaglądać czyli Orsay, NewYorker i Stradivarius. Nowym nabytkiem jest między innymi piękna spódnica z poprzedniego wpisu.
Ogólnie See Bloggers oceniam pozytywnie. Miło było zobaczyć znajome twarze i w końcu spotkać "na żywo" osoby znane tylko z blogów, niektóre już od kilku lat.Nawiązałam też kilka nowych znajomości.
Poza tym sama atmosfera takiego wydarzenia jest jedyna w swoim rodzaju. Nikt nie dziwi się gdy fotografujesz wszystko na swojej drodze, łącznie z jedzeniem. Fajnie porozmawiać o wspólnej pasji, czyli o blogowaniu. Choć zauważyłam, że w tym roku potworzyło się wiele "grupek" osób, które znały się wcześniej, a ja też nie jestem taką super pewną siebie osobą, która zagada pierwsza. Na pewno więc w temacie poznawania nowych ludzi mogłam zdziałać więcej. Zwłaszcza, że wydrukowałam sobie te nieszczęsne wizytówki, których, jak się okazało, brakowało mi rok temu.




Z pewnością niebawem podzielę się z wami opinią o otrzymanych produktach. Przede wszystkim jak sprawdzają się emolienty przy mojej bardzo suchej skórze, czy podkład Gosh stanie się "tym jedynym", a przy okazji następnego wpisu o tematyce "włosowej" na pewno napiszę wam kilka słów o szczotce Michel Mercier i jak się ma do poprzedniego "hitu" czyli Tangle Teezer.
Wróciłam do domu w cudownym nastroju i z nowymi doświadczeniami. Takie spotkania z osobami o tych samych zainteresowaniach zawsze pozytywnie nastrajają. Choć na pewno odczuć było przerost formy nad treścią i część paneli kryjących się pod ciekawymi tytułami okazuje się po prostu czczymi przechwałkami prowadzącego, to i tak było warto posłuchać o doświadczeniach blogerów z większym stażem/klikalnością.




12 komentarzy:

  1. Super, zdjęcia. Widziałam was na mieście, ale uciekliście zanim podeszłam:/ Czekam na opinie o kosmetykach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie po filmiku u ciebie poznałam ze byliście w Gdyni w porcie o tym samym czasie. Ale ja was nie widziałam :(

      Usuń
  2. A to gdzie w końcu nocowaliście? Coś nie masz tutaj szczęścia, pamiętam Twoją pierwszą wizytę, też były problemy. Na przyszły rok podpowiem Ci fajne miejsce,gdzie moja siostra 3 razy pod rząd wysyła uczestników swoich konferencji i wszystko jest super:)
    No i oczywiście cieszę się,że się spotkałyśmy:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu nocowaliśmy w hostelu do którego nad wyslal ten właściciel pierwszego. Okazalo sie ze obiekt istnieje od dwóch tygodni ;)

      Usuń
  3. Nie wiem, czy kiedykolwiek uda mi się wybrać na see blogers, mam nadzieję, że kiedyś obowiązki domowe i zawodowe mi pozwolą:). Rozmawiałyśmy dziś z Paulą o Tobie i potwierdziła moje przypuszczenia, że bardzo fajna z Ciebie Dziewczyna:).

    OdpowiedzUsuń
  4. Aniu ja też nie piję coli, a rezerwację wolę potwierdzić w dzień potencjalnego wyjazdu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cola przydała sie na urodziny ;)
      Widzisz, tak to jest jak sie raz w zyciu nie potwierdzi rezerwacji :(

      Usuń
  5. BYło spoko, miło było poznać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam,ze zaznaczylas chęć uczestniczenia w kolejnej edycji ;) ja nie jestem pewna.
      Ale mam nadzieje ze uda nam się spotkać jeszcze gdzies kiedys poza see bloggers :)

      Usuń
  6. Dziękuję za ciekawą relację i trochę Ci zazdroszczę, bo jako początkującej blogerce przydałaby mi się każda wiedza :)
    Pozdrawiam Cię serdecznie, Lumpola
    http://lumpola-style.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Szkoda że początkujący blogerzy maja marne szanse , ale mam nadzieję, że za rok uda mi się tam trafić ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...