środa, 10 czerwca 2015

Work Experience USA - dlaczego warto?

Piszę ten post z trzech powodów. Po pierwsze z okazji rocznicy. Niebawem miną 4 lata odkąd wyjechałam do pracy w USA. Po drugie część z was czytając moje stare posty często pyta mnie w mailach lub na facebooku o mój wyjazd, warunki, płacę itp. Po trzecie szukając pracy zauważyłam, że część z pracodawców zwraca uwagę na wpis o mojej pracy w Stanach czytając CV i myślę, że prawdą jest to o czym mówili nam zachęcając do wzięcia udziału w projekcie CCUSA - taki punkt w życiorysie na pewno zrobi wrażenie na pracodawcach. Choćby to miało być za dziesięć lat.

Pobyt w Stanach Zjednoczonych to niezrealizowane marzenie wielu ludzi. Czasem wydające się nierealnym do osiągnięcia. A wcale nie musi tak być. Jeszcze na początku studiów w życiu bym się nie spodziewała, że uda mi się pojechać do Ameryki. O programach typu Camp America usłyszałam właśnie wtedy, na pierwszym roku. Wydawało mi się to jednak równie abstrakcyjne co wolontariat w Afryce. Dopiero, gdy dowiedziałam się, że moje koleżanki z liceum spędziły lato pracując na obozie dla dzieci w stanie Nowy Jork, zrozumiałam, że to jest możliwe. Potrzebowałam kogoś znajomego, kto ram był i mi opowiedział "z pierwszej ręki", że jednak się da ;)
Niech więc ja będę dla was tym znajomym, koleżanką, która potwierdzi, że się da i to wcale nie jest takie trudne :)
Żeby wziąć udział w programie Camp Counselors USA lub Camp America i pracować jako "support staff" na obozie dla dzieci trzeba mieć status studenta. Ale niech nie martwią się ci, którzy swoją edukację już zakończyli jakiś czas temu. Są również podobne projekty, pozwalające na pracę na przykład w wesołym miasteczku czy innym wakacyjnym kurorcie osobom do 30 roku życia (tu bywa różnie, czasem i do 36, czasem do 28).
Jak zacząć?
Warto poczytać sobie więcej na stronach ccusa.com.pl lub campamerica.pl. Te dwie organizacje znam. Ja jechałam z CCUSA tak jak moje koleżanki rok wcześniej. Spotkałyśmy się zresztą już w Stanach bo one jechały po raz drugi, a potem jeszcze kolejny raz w 2012 roku. Inna koleżanka zaś, właściwie to wtedy jeszcze nazywałyśmy się "przyjaciółkami", wybrała Camp America, gdyż zachęcili ją przedstawiciele tej organizacji, którzy przyjechali do nas na uczelnię.
Jakie warunki trzeba spełnić?
Nie trzeba mieć szczególnych kwalifikacji by pojechać do pracy w USA. Nie oszukujmy się, to praca głównie w kuchni, przy porządkach itp. Na pewno trzeba komunikatywnie znać język angielski. Ja spotkałam się ze skalą pięciostopniową. Zostałam oceniona na 4 na 5, ale już od oceny 3 kwalifikowali do programu. Aczkolwiek na miejscu zawsze przeżywa się szok. Myślałam, że dobrze mówię. Co tam mówienie, już wtedy byłam na poziomie C1 i swobodnie oglądałam programy po angielsku. Wszystko rozumiałam. A tu wielkie zaskoczenie. Pierwszy dzień w Nowym Jorku, wysiadam na dworcu i nic nie rozumiem. Ale spokojnie, trzeba się przyzwyczaić. I nie stresować, że się czegoś nie rozumie lub nie potrafi powiedzieć. USA to mieszanka kultur. Amerykanie są przyzwyczajeni do tego, że na każdym kroku mogą spotkać cudzoziemca, dla którego angielski nie jest pierwszym językiem. Są przyjaźni i wyrozumiali. I nie mówię tylko o współpracownikach i szefostwie na obozie. Ogólnie wszędzie ludzie są mili i pomocni.
Wracając do warunków. Weźcie pod uwagę, że minęły 4 lata więc coś się mogło zmienić, ale ja musiałam dostarczyć referencje od dwóch nauczycieli. Mogli to być też np. ludzie, których dzieckiem się opiekowałam. To taki głupi wymóg, który trzeba spełnić. Nikt tak na prawdę nie dzwoni do tych osób, by potwierdzić referencje.
Trzeba też dostarczyć zaświadczenie o niekaralności - ale dopiero po przydzieleniu miejsca pracy (na wiosnę) bo ma ono datę ważności 6 miesięcy. Koszt - 50zł.
Ile kosztuje wyjazd?
No bo coś jednak kosztuje. Za "moich czasów" musiałam wyłożyć ok. 1300zł aby zakwalifikować się do programu. Warto zapisać się już we wrześniu/październiku bo wtedy cena jest niższa. Często jednak by z niej skorzystać trzeba wpłacić całość od razu. W przeciwnym wypadku tylko niewielką zaliczkę. Jak sfinansowałam swój wyjazd? Miałam to szczęście (?), że dostawałam stypendium dla najlepszych studentów. Już od początku roku zaczęłam więc odkładać. Resztę pożyczyła mi mama, po powrocie jej oddałam. Ważne jest to, że jeśli organizacja nie znajdzie uczestnikowi miejsca pracy to zwraca mu koszty.
Czy potrzebujemy wizę?
Tak. Aby wyjechać potrzeba jest specjalna wiza. Jej koszt nie jest pokrywany przez organizację. Z tego co pamiętam w 2011 roku było to 140$. Jest to wiza uprawniająca do pracy w USA przez określony czas. Zazwyczaj ważna jeszcze przez około miesiąc po zakończeniu pracy - można więc zacząć to co najważniejsze. Zwiedzanie!
Czy praca jest ciężka?
Jest to praca fizyczna. Nie wszystkim może się spodobać. Podejrzewam, że czasem jest tak, że Amerykanie po prostu nie chcą jej wykonywać lub pracodawcy musieliby płacić im o wiele więcej. Nikt z nas jednak nie narzekał choć pracowało się minimum 10 godzin, 6 dni w tygodniu. Jeśli się ma szczęście i obóz usytuowany jest blisko większego miasta, w dni wolne można już zacząć zwiedzanie. Moje koleżanki za każdym razem jechały godzinę pociągiem do Nowego Jorku. Ja niestety byłam około pięć godzin jazdy (z przesiadką) od tego pięknego miasta więc pozostawało mi czekać do końca umowy, a w międzyczasie poznawać lokalne atrakcje Nowej Anglii.
Co było najtrudniejsze?
Na pewno rozłąka z bliskimi i brak kontaktu z własnym językiem/kulturą. Tak wiem, sama w to nie wierzyłam, póki nie wyjechałam. Na początku przeżyłam kilka ciężkich dni, zwłaszcza, że podróż zaczęła się z przygodami zakończonymi jednodniowym opóźnieniem.
Tak jak wspominałam, praca może być czasem ciężka. Przede wszystkim jest to lato, panują upały, a myśmy pracowały przy włączonej praktycznie non stop zmywarce, przez którą "przelatywały" talerze i buchała z niech para. A my w jednorazowych plastikowych fartuchach bo szefostwu nie chciało się prać tych materiałowych, a plamy z nim pokazywały już przekrój całego miesiąca.
Na pewno nie można się też spodziewać luksusowych warunków mieszkaniowych. Myśmy akurat spali w drewnianych domkach z oknami bez szyb. Gdy więc zdarzały się dni brzydkiej pogody lub, nie daj Boże, burza, to było dość nieprzyjemnie. Ale oprócz ubrania roboczego dostaliśmy też właśnie pościel i śpiwór - nie musiałam tego wozić z Polski. Zresztą śpiwora i tak bym nie brała bo zająłby mi pół walizki.
Po jakimś czasie na pewno dzieci zaczynają też denerwować :)
Nie zrozumcie mnie źle, dziewczynki były świetne, ale akurat na moim "campie" mieszkało się w domkach z dwunastką takich, plus jedna lub dwie opiekunki. O 22:00 nie marzyło się o niczym innym jak o padnięciu w poduszkę. Tymczasem te trzynastolatki zaczynały się buntować przeciwko ciszy nocnej. Wiecie, nocne opowieści o chłopakach, duchach i pierdzeniu. Standard ;)
Raz mnie obudziły z informacją, że po obozie krąży zabójca z siekierą. Seriously
Ile płacą za pracę?
Gdy ja wyjeżdżałam, zarobek za 9 tygodni pracy wynosił 1290$ (jakoś tak) i był wypłacany co tydzień w czekach jakoś po 143$ chyba. Nie jest to może zbyt dużo jak na warunki tam panujące (tak jak wspomniałam Amerykanie zażądaliby pewnie dużo więcej), ale trzeba brać pod uwagę, że mamy opłacony nocleg, wyżywienie, no i udział w programie. W końcu te 1300zł, które zapłaciliśmy tak na dobrą sprawę nawet biletów lotniczych by nie pokryło. Po przeliczeniu na złotówki mi wyszło ok. 3800zł za te dwa miesiące. Koszty się więc zwracają. Jednak te pieniądze są tak na prawdę po to by je tam wydać. Ja swoje czeki spieniężyłam dopiero pod koniec pracy, w sierpniu. Do tego czasu wystarczyło mi ok 240$ zabrane z domu. 




Wszystkie niedogodności nie umywają się jednak do tego co mogłyśmy zobaczyć i przeżyć w USA. Zakosztowałyśmy wielu typowo amerykańskich potraw. Aż do bólu. Pod koniec lata marzyłam o polskim chlebie z pasztetem :) 
"Zakosztowałyśmy" też wyprzedaży w Walmart, jazdy school busem, cotygodniowego robienia prania w pralni, pływania kajakiem, Christmas in July, picia piwa z papierowych torebek, spotkania z niedźwiedziem, tygodniówki w czekach, gotowania żywcem homarów i Independence Day.










A potem przyszedł czas na najlepszą część. Mogłyśmy pojechać gdzie tylko chcemy. I na co nas było stać ;) Z Concord w New Hampshire, skąd odjeżdżałyśmy jedyna droga do Nowego Jorku, skąd miałam lot powrotny była przez Boston. Zatrzymałyśmy się tam więc z dziewczynami. Jest to piękne miasto, w którym historia miesza się z nowoczesnością. Z powodu bliskości Harvardu, a także wielu innych szkół, niektóre dzielnice zamieszkane są prawie wyłącznie przez studentów. W takiej dzielnicy warto szukać noclegu. Są tańsze. Choć i tak trzeba się przygotować na 40$ za łóżko w hostelu. I lepiej tego nie przeliczać na złotówki bo można z wrażenia upaść :)
Dużo się chodzi pieszo, czasem jednak warto wybrać metro za ok 2-2,50$ za bilet lub zakupić bilet okresowy. Myśmy oszczędzały na biletach, jeździłyśmy tylko np. między naszą dzielnicą Allston, a centrum miasta. Zwiedziłyśmy starszą część miasta korzystając między innymi z Freedom Trail czyli trasy turystycznej łączącej najważniejsze obiekty w mieście - namalowanej na chodniku ;)







Ostatni mój tydzień w Stanach spędziłam w Nowym Jorku. Starałam się "zaliczyć" wszystkie najważniejsze punkty, ale i tak nie zobaczyłam nawet połowy :)
Na pewno zapierającym dech w piersi momentem był ten na szczycie Empire State Building. Fajna była też wycieczka promem na Liberty Island i Ellis Island (to tam zaczyna się akcja filmu "Imigrantka", w którym Marion Cotillard gra Polkę Ewę Cybulską). Przeszłam się też Mostem Brooklińskim na "drugi brzeg", gdzie życie toczy się trochę innym rytmem. Doświadczyłam również obsługi w języku hiszpańskim w sklepie, w którym ekspedientka w ogóle nie wiedziała o co mi chodzi, gdy mówiłam po angielsku. Dopiero potem zorientowałam się, że mój hostel jest już na Harlemie. Jedna ulica w górę czy w dół, a robi taką różnicę ;)







Dlaczego takie doświadczenie jest cenne z perspektywy szukania pracy w przyszłości? Na pewno potwierdza znajomość języka, uwzględnioną CV. Spotkałam się z wieloma sytuacjami, gdy potencjalny pracodawca zakładał, że tej znajomości już nie musi testować.
Oprócz tego nadal sam fakt wyjazdu i podjęcia pracy z USA jest czymś prestiżowym w oczach pracodawców, szczególnie gdy jedzie się mając 21 lat.
Jeśli wybieramy opcję Work Experience, czyli tę już nie dla studentów, możemy udowodnić, że mamy doświadczenie w obsłudze klienta ;) A to w dzisiejszych czasach cenne. Dodatkowo fakt, że wyjeżdża się samodzielnie (rzadko pracodawcy z Stanach pozwalają na przyjazd dwóch koleżanek razem) pokazuje, że potrafimy radzić sobie w życiu :) Podkreśla to samodzielność, umiejętność planowania i radzenia sobie w trudnej sytuacji.
Myślę, że nie trzeba się bać takiego wyjazdu. Gorąco wręcz zachęcam wszystkich studentów do skorzystania.
Na koniec więc specjalnie dla was kilka przydatnych linków.
Podstawowe informacje o przebiegu aplikacji/wyjazdu : tutaj
Wiza, o którą trzeba się starać: tutaj
Lista organizatorów wyjazdów typu Work&Travel: tutaj
Aktualne koszty wyjazdu z CCUSA: tutaj
Hostel w Nowym Jorku w dobrej cenie: tutaj
Jak podróżować po USA samochodem: tutaj
Ja nie byłabym sobą, gdybym z Nowego Jorku nie przywiozła torebki :) O tanich zakupach możecie poczytać tutaj

2 komentarze:

  1. Ja bym nie wybrała takiej pracy na wakacje z prostego powodu-lot mnie przeraża. Ale masz wrażenia na całe życie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post i super zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...