sobota, 30 sierpnia 2014

Panna Młoda

Zupełnie zapomniałam, że tydzień temu siostra zrobiła mi kilka zdjęć przed poprawinami. Kupiłam tę sukienkę przez przypadek. Przeglądałam wyprzedażowe wieszaki w Reserved i znalazłam tę kremową sukienkę za jedyne 49zł. Wzięłam do przymierzenia i przepadłam. Zapomniałam, że nie mogę mierzyć rzeczy, których nie potrzebuję. Potem się okazuje, że tak fajnie leżą, że mam ochotę je kupić. A gdy się dodatkowo ma takiego doradcę jak Paulina, która zapewnia, że pięknie ślicznie to jak tu nie wziąć? Niestety od miesiąca stale przybieram na wadze. Doszło do tego, że wróciłam do wagi z poprzednich wakacji. Podczas wesela to nie był problem bo szeroka suknia zasłoniła wszystko, ale na poprawiny ledwie się wcisłam w tę kremową piękność :) Chyba zacznę biegać na jesień :P
Na szczęście baskinka zasłoniła nieco mankamenty. Nie było tak źle :)




Sukienka - Reserved
Marynarka - Takko Fashion
Torebka - allegro.pl
Buty - nn
Bransoletka - shada-shop.pl

piątek, 29 sierpnia 2014

Młoda żonka ;)

Witajcie! Ale ten czas leci :) Od ślubu minął już prawie tydzień. Tyle przygotowań, tyle stresu przed, potem piękny dzień, cudowna ceremonia i cała noc tańców. I po wszystkim. Jestem oficjalnie panią Koruba z obrączką na palcu :) Stąd zresztą mój pseudonim na blogu, który przyjęłam już jakiś czas temu - od szkolnego przezwiska męża ;) Jest fajnie, mieszkamy sobie razem choć jeszcze trochę w rozjazdach bo z poszukiwaniami pracy wstrzymałam się do powrotu z urlopu. A dokąd pojedziemy? Nadal nie wiemy :) Myślę, że nadal Grecja jest najbardziej aktualna. Termin też nadal nie jest pewny, gdyż pojawiło się kilka ciekawych propozycji związanych z blogiem i modowymi eventami i zastanawiam się czy warto dla nich przekładać wyjazd na koniec września. Muszę ustalić priorytety :)
Poniższy zestaw jest sprzed kilku dni. Pogoda taka sobie, trzeba było przeprosić się ze swetrami. Ten konkretny kupiłam w sh czekając na siostrę, którą zawiozłam do dentysty :) Jest w takie drobniutenkie złote paseczki, chyba nie udało mi się tego pokazać.
Nadal się nie przeprowadziłam do końca, ubrania mam w starym pokoju bo szafa w wspólnej sypialni nadal nie gotowa. A nad drzwiami za mną nadal baner "Szczęść Boże młodej parze" :) Ciekawe ile jeszcze pociągniemy na takiej poślubnej euforii nim dopadnie nas szara rzeczywistość :)





Sweterek - H&M
Spodnie - C&A
Kurtka - ModoMania
Torba - humad.pl
Lordsy - czasnabuty.pl
Komin - H&M

środa, 27 sierpnia 2014

One Ring to rule them all...

... ehm to znaczy "oraz, że cię nie opuszczę aż do śmierci" :)
Postanowiłam napisać kilka słów o naszym ślubie. Zdjęć niestety fajnych nie mam, ale udało mi się zdobyć kilka od znajomych, robionych komórką :) My swoje od fotografa będziemy mieć pewnie za miesiąc.
Ale do rzeczy... ślub był piękny! Pogoda idealna. Strasznie się o to bałam, bo nie chciałam by goście stali pod parasolami. Zresztą ja swoją suknię pewnie w pięć minut bym ubrudziła.
Godzinę przed uroczystością byłam gotowa. Sandra wykonała świetną robotę jeśli chodzi o fryzurę. Pani Beata zaś bardzo fajnie mnie pomalowała. A tak się martwiłam po tych dwóch próbnych makijażach...
Do domu przyjechało dużo gości, gdyż zapewnialiśmy im transport do kościoła by nie musieli jechać swoimi autami. Było mi strasznie miło, gdy wychodząc z domu po błogosławieństwie zobaczyłam wszystkie te znajome twarze. Tak jak się spodziewaliśmy goście z poprzedniego ślubu nie pomyśleli o tym by się dla nas przesunąć. Do kościoła weszliśmy już po 13, gdy sopranistka była w połowie drugiej zwrotki ;) Okazało się, że trafił nam się świetny ksiądz, franciszkanin, który jest w naszej parafii na zastępstwo na czas wakacji. Poprowadził ceremonię w bardzo przyjaznej atmosferze. W ogóle się nie stresowałam. Wręcz nie mogłam uwierzyć, że to już jest to. Przysięga wydała mi się bardzo krótka :) Ksiądz podpowiadał zawsze dokąd mamy podejść, jak się podpisać itp. Ja tego nie potrzebowałam, ale mój mąż był bardzo zestresowany. Siedział całą mszę sztywno, a to przecież ja byłam tą, która ze względu na welon nie może się opierać :)
Pod kościołem goście obsypali nas płatkami kwiatów i drobniakami. Pozbieraliśmy trochę pieniążków, zrobiliśmy grupowe zdjęcie i odsunęliśmy się na bok, tak jak wcześniej prosiłam swoich gości. Zażyczyliśmy sobie wino lub książki więc trochę tych prezentów było. Mieliśmy przygotowane skrzynki i pudełko na koperty więc goście często sami je tam wrzucali, a prezenty odkładali. Wielu nie dostałam nawet do ręki :) Część gości pojechała swoimi samochodami na salę, a my zostaliśmy, gdyż okazało się, że nie ma zamówionego autokaru. To był jedyny nieprzyjemny incydent tego dnia. Wszyscy jednak mówili mi bym się nie przejmowała. Pewnie byłoby inaczej, gdyby padało i goście jak najszybciej chcieliby się schować przed deszczem. Sprawa się wyjaśniła, autokar przyjechał i pojechaliśmy na salę.
Przy powitaniu na szczęście tata wskazał mi w którym kieliszku jest woda. Generalnie większość gości uszanowała to, że nie piję alkoholu. Jedynie później już kuzyni namawiali mnie i siostrę byśmy się z nimi napili twierdząc, że czekali na ten moment bardzo długo. A tak naprawdę nagle uświadomili sobie, że moja młodsza siostra też już dawno jest pełnoletnia i w końcu mogą legalnie się z nią napić. Musieli jednak obejść się smakiem, bo Ola ma podobne poglądy do mnie :)
Pierwszy taniec nie wyszedł tak idealnie, jak ćwiczyliśmy, ale goście się nie zorientowali. Wszystkich wmurowało w parkiet, gdy DJ ogłosił, że będzie walc angielski, a nie jakiś tam zwykły taniec chodzony z nóżki na nóżkę przez pięć minut. Mój mąż generalnie podszedł do walca dosyć sztywno więc wymyśliłam, że tylko półtorej minuty potańczymy by nie nudzić też gości, a potem... przyspieszamy. Z pomocą przyszedł nam zespół Brathanki i ich "Gdzie ten który powie mi" :) Sama miałam tyle radochy tańcząc do takich skocznych dźwięków. Będę bardzo miło wspominać ten pierwszy taniec. Mam nadzieję, że będę wam mogła pokazać film i kamerzysta niczego nie pominął :)
Potem chwila przerwy i wjechał tort. Był w cenie sali więc nie mieliśmy wielkiego wpływu na jego wygląd. Zamówiliśmy sobie smak owocowo śmietanowy (był z owocami leśnymi z tego co wyczułam), a kwiaty były różowe. Pokażę wam go, gdy dostaniemy zdjęcia.
Na początku muzyka mi się za bardzo nie podobała i widziałam, że ludzie się za bardzo nie garnęli do tańca. Zaczęłam żałować, że wzięłam DJa, którego nikt mi nie polecił, a tylko znalazłam jego ofertę w internecie. Potem jednak wyciągnął listę 22 utworów, dobrze wiem, w którym momencie to było, bo usłyszałam "Hit the road Jack" i ruszyłam na parkiet, a za mną pół sali. Wcześniej DJ grał jakieś weselne przyśpiewki i ludzie tego nie znali. A ja wybrałam na przykład "W kinie w Lublinie", "Objection" Shakiry, dużo hitów lat 50. i 60., a dla młodych z nowszych chociażby "Little party never killed nobody". Później za każdym razem, gdy leciał utwór, który wybrałam, parkiet się zapełniał ku mojemu wielkiemu zadowoleniu. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że potrafię urządzić imprezę. Bawiliśmy się tak dobrze jak na moich urodzinach :)
O północy oczywiście oczepiny. Krzysiowi trochę za łatwo poszło z welonem. Jego świadkowa już trochę popiła i zamiast bić go łyżką to się wygłupiała. Za to moja siostra chociaż parę razy mu po łapach przyłożyła :) Ja miałam z krawatem nieco trudniej bo zamiast mnie całować po rękach to mnie kuzyn ugryzł =.='
Welon rzucałam w ciemno, na prawdę nie podglądałam. Były tam przynajmniej trzy potencjalne panny młode (zaręczone koleżanki, niektóre już z wyznaczonymi datami), a złapała Marzena, która by może i chciała, ale jej Adam to jeszcze tak bez pośpiechu :) Mój mąż też na pewno rzucał w ciemno bo oczy mu zasłoniłam skutecznie :) I krawat złapał... Adam! :)
No pressure ;)
DJ zaprasza na środek nową parę młodą i wszyscy zaczynają skandować "gorzko!". Wyobraźcie sobie jego minę, gdy Marzena i Adam zaczynają się całować! :) Biedak nie wiedział, że przypadkowo trafiło na parę :)
Wesele trwało do trzeciej nad ranem. Potem już nikt nie miał siły bo jednak ślub o trzynastej robił swoje. Usłyszałam same miłe słowa co do całej imprezy. Myślę, że wszyscy są zadowoleni. Trochę humor popsuła mi teściowa, która skoro wie, że nie potrafi szybko chodzić to powinna z kościoła wychodzić pierwsza, a nie czekać aż wszyscy goście wyjdą. Fotograf jeszcze nam robił zdjęcia pod ołtarzem, czekaliśmy, aż sopranistka skończy śpiewać i usłyszymy marsz Mendelsona, a ta dopiero wychodzi. Wszyscy czekali już na zewnątrz. I zamiast sobie fajnie wyjść to staliśmy jak te głupki i nawet fotograf nie mógł nam zrobić zdjęcia bo ona zasłoniła swoją pokaźną osobą nas dwoje. A potem znów musieliśmy się zatrzymać bo ona musiała wyjąć portmonetkę by dać ministrantowi pieniążek. Cwaniaki stoją zawsze przy wyjściu, nawet nie wiadomo na co zbierają. Najlepsze, że teściowa w ogóle nie rozumie ile robi kłopotu swoją osobą. I potem się denerwuje, że wszyscy muszą na nią czekać.
Idę wolniej to wychodzę wcześniej - proste. Ech, szkoda słów.
Mamy mnóstwo innych ładnych zdjęć z kościoła (tak zakładam, bo pstrykali bez przerwy), a Mandelsona sobie puszczę z youtube :P
Jak już wiecie w zaproszeniach napisałam, że chcę wino lub książkę zamiast kwiatów. Było jednak dużo ludzi, którzy na wesele nie byli zaproszeni, a przyszli na ślub. Swoją drogą to bardzo miłe.
Dostaliśmy więc też kilka bukietów, które teraz ładnie ozdobiły mieszkanie. Gdyby było ich dwadzieścia to by zniknęły w tłumie, a tak każdy stoi w innym pokoju i jest fajną ozdobą. Wina dostaliśmy głównie czerwone, a książek jedenaście. W tym aż sześć od Pauliny. Goście głównie dali nam koperty, co doceniam bo starczy na dokończenie mieszkania. Było też kilka prezentów. W tym trzy komplety ręczników, obrus (choć nie mamy stołu xD), zestaw sztućców, ręcznie malowane poduszki i ręcznie wyszywany obrazek na kanwie. I bardzo fajne pudło z różnymi kategoriami prezentów. Dwóch milionów niestety nie trafiliśmy w lotka, ale smoczek dziecięcy się przyda :)
Nawet od sąsiadki męża dostaliśmy zestaw kosmetyków (jest konsultantką Oriflame), a od współpracownic mojej mamy ręczniki. Zaś koleżanki z jej byłej firmy złożyły się na kartkę z "wkładem" :) Ogólnie można powiedzieć, że aż połowa wesela nam się zwróciła co mnie strasznie zaskoczyło. Teraz wszystkich odwiedzamy by im podziękować bo na prawdę nam miło :) A jakie piękne kartki :) Pokażę w osobnym poście :)









 A na drugi dzień...

Bukiet miałam przecudowny. Trzy odcienie róż ułożone w niewielką kulkę. Poniżej zdjęcie już chyba na trzeci dzień, kwiaty się rozwinęły i trochę kształt się zgubił ;)



Na koniec kilka zdjęć zrobionych przez znajomych.
Rodzinne zdjęcie do albumu xD
Z Pauliną :)

wtorek, 26 sierpnia 2014

Koniec lata?

Jakoś tak chłodniej się zrobiło, nawet gdy świeci słonko. I ten wiatr. Wiatr ma zapach jesieni. Gdzie się te dni podziały? Całe lato planowałam ten jeden dzień, przez co umknęło mi sto innych, pięknych i ciepłych. Choć i tak starałam się wykorzystać te słoneczne jak najlepiej i jak ja to mówię - nagromadzić witaminy D na całą zimę :)
Poniższe zdjęcia pochodzą jeszcze z zeszłego tygodnia, sprzed ślubu. Dotarła do mnie wyczekiwana koszula-mgiełka, którą kupiłam na stronie ubrani.com.pl. Jest świetna! Znacie mnie, lubię raczej ciemne ubrania. Mocne i wyraziste. Nie jestem typem eterycznej dziewczynki i rzadko chodzę w pastelach, ale ta lekko prześwitująca bluzeczka mnie urzekła. Niestety na górę musiałam już zarzucić sweterek.







Koszula - New Look (ubrani.com.pl)
Spódniczka - vinted.pl
Sweterek - Bershka (allegro.pl)
Baleriny - Level F
Torebka - F&F
Bransoletka - Charms

czwartek, 21 sierpnia 2014

Przedślubne przygotowania...

Do ślubu zostały dwa dni. Póki co jakoś szczególnie się nie denerwowałam. Tylko pod wieczór, gdy zdawałam sobie sprawę, że minął kolejny dzień, zaczynałam panikować i nie umiałam zasnąć.
Wszystko jest jednak gotowe, pogodę zapowiadają ładną, więc nie ma się co przejmować.
W końcu mogę napisać wszystko o przygotowaniach. Dowiecie się, w którym salonie zamówiłam suknię i na jakie zabiegi dla urody zdecydowałam się przed uroczystością :) Zapraszam przyszłe Panny Młode i nie tylko :)
Suknia
O swoich poszukiwaniach sukni pisałam pół roku temu w trzech postach (1, 2 i 3) więc możecie sobie przeczytać szczegółowo jakie sukienki mierzyłam. Było ich aż 16, a przedostatnia okazała się tą jedyną. Szyłam suknię w salonie Classa w Katowicach i serdecznie go wszystkim polecam. Właścicielka jest przesympatyczna, dzięki czemu każda wizyta w salonie była przyjemnością i przez te pół roku byłam spokojna co do tego elementu ślubu :) W salonie miałam możliwość dokupienia butów, z czego jestem bardzo zadowolona bo są skromne i wygodne. Dodatkowo kupiłam jeszcze welon, którego w pierwszej wersji nie planowałam.
Suknię na pewno pokażę wam po fakcie :) Salony firmowe tej marki znajdują się jeszcze w Bielsku-Białej i Zabrzu, natomiast z marką współpracują także salony z Białegostoku, Łodzi, Gubina, Raciborza i Słubic.

Sala
Nasze wesele odbędzie się w Sali Bankietowej "Różana Dolina" w Katowicach. Lokal chwalony jest za jedzenie, a mi bardzo podoba się wystrój. Jest beż i złoto, ale nie ma przepychu. Czy polecam tę salę będę wam mogła napisać za dwa dni ;)

Makijaż
Makijaż wykonywać będzie pani Beata, która co tydzień w czwartek dostępna jest w Katowicach-Ligocie  w drogerii "Laura" na darmowych konsultacjach i pokazach makijażu. Jest to fajna opcja do wypróbowania kosmetyków, które ze względu na swoją cenę nie są dla nas dostępne. Ja makijaże próbne miałam robione właśnie tam za darmo, dzięki czemu dowiedziałam się, że warto zainwestować w podkład Revlon Colorstay. Choć wiem, że musi być odcień jaśniejszy, niż pani Beata proponowała. Na to będę jej też musiała zwrócić uwagę w sobotę.

Mikrodermabrazja
Zdecydowałam się na ten zabieg w maju, gdy znalazłam w internecie kupon (na mydeal.pl bodajże) na 35zł zamiast 120zł. Miałam pewne obawy, ale pani Danuta je rozwiała swoim profesjonalnym podejściem i starannie wykonanym zabiegiem. W dodatku zaproponowała bym następnym razem przyszła już bez kuponu, ale w tej samej cenie. I takim to sposobem byłam już na czterech zabiegach raz zabierając ze sobą mamę (wykupiłam jej zabieg na Dzień Matki), a drugi raz siostrę, u której efekt jest piorunujący. Pani Danuta dodatkowo zawsze reguluje mi brwi choć trzeba na to uważać i poprosić ją by zrobiła według nas, a nie według siebie ;) Za pierwszym razem zrobiła mi zbyt proste kreski, bez łuku.
Manicure
Nie mam żadnej znajomej, która robi paznokcie, a wiedziałam, że nie będę mogła mieć swoich własnych, gdyż zawsze, gdy mi na tym zależy, paznokcie zaczynają mi się łamać i potem trzeba już skrócić wszystkie. Miesiąc zapuszczania na próżno. Od początku wiedziałam, że będę chciała mieć jakieś żele. Zaryzykowałam i tym razem również wykupiłam kupon. Zamiast 120zł zapłaciłam więc 55zł. Manicure wykonywany był w salonie Amabelle w Katowicach, a poniżej możecie zobaczyć efekt. Moje pierwsze żele :) Początkowo chciałam french bo mi się tak ślubnie kojarzył, ale kosmetyczka odwiodła mnie od tego pomysłu. Postawiłyśmy więc na delikatny róż i trochę cyrkonii (nie wiedziałam, że w cenie kuponu mogą być zdobienia), dzięki temu jest elegancko, ale nie przesadnie. Większość paznokci jest moich, tylko dwa trzeba było przedłużać na szablonie. Niestety mi się połamały, ale też nie chciałam przedłużać wszystkich. Nie wiedziałam jak się będę czuła z takimi sztucznymi :)

środa, 20 sierpnia 2014

Koronka, dżins i takie tam :)

I oto proszę Państwa... słynna koronkowa spódniczka! Tadam! :)
Zdecydowanie jest moją ulubioną tego lata. Co prawda tym razem było trochę zimno, ale nadrobiłam to długim rękawem i kurtką na chłodny wieczór. Nie wyszło może tak jak sądziłam, bo znikąd pojawił mi się wypukły brzuch, którego nie mam, ale i tak czułam się swobodnie.
To już ostatnia stylizacja przed ślubem. Dziś byłam na paznokciach bo manikiurzystka nie miała czasu w piątek więc trzy dni będę się z moimi szponami męczyć by niczego nie złamać. Codziennie ćwiczymy taniec, mam nadzieję, że będzie w całości nagrany i będę mogła wam go pokazać. Trzymajcie kciuki by K nie pomylił kroków :)






Koszula - Sinsay
Spódniczka - vinted.pl
Torba - humad.pl
Baleriny - Level F

niedziela, 17 sierpnia 2014

Houndstooth blouse

Witajcie! Dziś przedstawiam wam piątkowy zestaw na spotkanie ze znajomymi. K nie miał czasu i okazji odprawić urodzin dla przyjaciół. Najpierw było wesele znajomych, potem wszystkie weekendy czymś zajęte. W piątek też nie wszyscy mogli, ale zjawili się ci najważniejsi :) Za catering odpowiedzialna byłam oczywiście ja :) Wszyscy byli zachwyceni. Do północy graliśmy w gry planszowe, których nie jestem jakąś fanką, ale okazały się całkiem ciekawe.
Poniżej moja stylizacja z tego dnia. Planowałam, że pójdę w spódnicy tylko nie wiedziałam do końca w której. Miała być wasza i moja ulubiona koronkowa, ale skończyły mi się fajne bluzki do niej :) Postawiłam więc na połączenie - czerń + biel + beż. Jak wam się podoba?
Fryzurka to zasługa Sandry, z którą kilka godzin wcześniej próbowałyśmy upięcia ślubne :) Poprosiłam ją by na resztę dnia zrobiła mi dobierany warkocz. Tego nie widać, ale przeplata się on z przeciwnej strony przez całą głowę. Tak jak moja fryzurka na wesele (tutaj).





Bluzka - Butik
Spódnica - Biedronka :)
Baleriny - LevelF
Torba - humad.pl
Bransoletka - by Dziubeka
Zegarek - blink-bizuteria.pl
Kolczyki - House
Okulary - Sinsay
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...