wtorek, 7 października 2014

Pani od przypraw :)

Otóż najistotniejsza wiadomość tego miesiąca brzmi : znalazłam pracę!
Szukałam jej dokładnie tydzień więc chyba nie jestem taka ostatnia :) CV zaczęłam wysyłać już w czwartek po powrocie z wakacji. Pierwsza pani oddzwoniła dzień później zapraszając mnie na sobotę. To powinno dać mi do myślenia, ale podekscytowana swoją szansą w ogóle nie pomyślałam, że na rozmowę przyjdzie... czterdzieści innych osób. Firma ulokowana w centrum Katowic szukała pracowników do pracy w biurze. Generalnie chodziło o asystenta dla każdego z ich handlowców. Płaca? 2000zł na rękę. Czysta magia :)
Niestety na rozmowę weszłam z inną dziewczyną więc nie dosyć, że porównywano mnie z czterdziestoma innymi kandydatami to jeszcze z tą osobą, która siedzi obok. Ona odpowiadała na pytanie, a potem zadawano je mi i miałam trzy sekundy by ją przebić w odpowiedzi. Byłam na siebie zła bo wiem, że mogłam wypaść lepiej. W stresie z głowy wypadły mi wszystkie inteligentne sformułowania. Mieli oddzwonić do wybranych 10 osób do godziny 18:00 tego samego dnia. Bóg mi świadkiem, że podskakiwałam na każdy sygnał dzwonka. Niestety przeważnie okazywało się, że dzwoni mama lub siostra :/
Niepocieszona w poniedziałek wysłałam kilka kolejnych życiorysów i na wtorek zaproszono mnie do podobnej, jak się okazało, agencji marketingowej. Dobra lokalizacja, niedaleko dworca głównego, na którym bym wysiadała (nie jeżdżę do centrum samochodem bo nie stać mnie na parking - jeśli już znajdę wolne miejsce). Biuro bardzo fajnie urządzone, w wyremontowanej kamienicy (choć przy ulicy z tramwajami więc średnio co 3 minuty wszystko się trzęsło). Okazało się jednak, że ta "praca biurowa" to bycie marketingowcem czyli kimś takim, komu miałam asystować w tej pierwszej firmie. A do tego to ja się zupełnie nie nadaję. Nie jestem wygadana i na pewno nie odpowiada mi praca w godzinach 11;30-20:30. To chyba dla kogoś kto nie posiada rodziny. Mimo wszystko chciałam wypaść jak najlepiej i nawet udało mi się odeprzeć "atak" właścicielki, która przepytała mnie ze znajomości podstaw marketingu. Moja piątka z egzaminu na pierwszym roku nie była w końcu za piękne oczy. Wybroniłam się :) Odpowiedzieli, że zadzwonią do wszystkich, niezależnie do tego jaki będzie wynik rekrutacji. Ja już wiedziałam jaka będzie odpowiedź, ale mimo wszystko zrobiło mi się przykro, że mnie nie wzięli na dzień próbny. Chwilę wcześniej jednak zadzwonił pan z innej firmy więc miałam świadomość, że nie utraciłam właśnie ostatniej szansy. Miałam już zaklepaną rozmowę na następny dzień. A pół godziny później zadzwonili kolejni. W środę więc byłam aż na dwóch rozmowach - o 11:00 i o 13:00. Jak to dobrze, że nie oddałam jednak auta do mechanika bo bym się "bujała" autobusem cały dzień. Najpierw byłam w firmie sprzedającej odkurzacze. Fajne nowoczesne biuro w czteropiętrowym budynku. Praca w recepcji z jeszcze jedną (wyglądającą na sympatyczną) dziewczyną o imieniu Marzena. Okazało się jednak, że firma dostałą tonę aplikacji. Na tę samą godzinę umówione były jeszcze trzy dziewczyny. Nie robiłam sobie nadziei, ale chciałam jak najlepiej wypaść bo na prawdę chciałabym tam pracować. Padło pytanie ile chciałabym zarabiać. Z wrażenia nie zapytałam w ogóle ile tam proponują choć pan dwa razy dopytywał "ma pani jakieś pytania?". Ogólnie "przesłuchiwał" mnie kierownik, a szef siedział obok i dopytywał bo widać było, że nie ma pojęcia o rozmowach kwalifikacyjnych. Po raz pierwszy jednak ktoś porządnie przeczytał moje CV i w ogóle miał je przy sobie. Wypytywano mnie o znajomość angielskiego (co to znaczy, że zaznaczyłam "zaawansowana" - pan nie miał pojęcia co oznacza poziom C1), o pracę w USA, o pracę w biurze podróży i dlaczego już nie chcę w branży pracować. Kto powiedział, że nie chcę?
Stwierdzili, że "w przyszłym tygodniu" będą dzwonić do osób, które zaproszą na dzień próbny. Ciekawe ile zaproszą skoro wakat jest tylko jeden. Pewnie z dwadzieścia :/
Byłam trochę zawiedziona bo na prawdę chciałam tam pracować, a podczas rozmowy nie da się tak na prawdę pokazać jakim się jest pracownikiem. Udowodniłam, że wiem co chcę robić, jestem elokwentna i posługuję się poprawną polszczyzną, ale co dalej? Dlatego bardzo odpowiadała mi forma w jakiej zostałam zatrudniona w poprzedniej pracy - szefowa sama zaproponowała mi stanowisko widząc jak sobie radzę na praktykach.
No cóż, była jeszcze jednak rozmowa umówiona choć nie przeczę, że te trze poprzednie mnie zmęczyły. Zastanawiałam się czy na prawdę chcę takiej pracy i czy nie zgłosić się do Matrasa, w którym na 100% by mnie przyjęli bo pozytywnie przeszłam już rekrutację jednak nie odpowiadała mi lokalizacja (podróż autobusem z przesiadką) i rodzaj umowy (zlecenie, a ja w planach miałam ślub i wakacje za granicą). Ale tym razem poszukują w Galerii Katowickiej czyli praktycznie w tym samym budynku co dworzec autobusowy. Dojazd miałabym niezły z tym, że wiadomo jak to jest w centrach handlowych - praca głównie w weekendy, gdy jest najwięcej klientów. Do tego nienormowany czas pracy, wypakowywanie i oklejanie książek...
No nic, została jeszcze firma sprzedająca przyprawy. Pojechałam tam raczej w ponurym nastroju i wykończona ciągle przedstawianiem się od nowa, ale motywowało mnie to, że miałabym do pracy blisko zarówno samochodem jak i tańsza opcja - autobusem.
Właściciel okazał się facetem przed czterdziestką (wtedy tak myślałam, okazał się dużo młodszy). Był jakby... zdenerwowany? Zastanawiałam się czy trzęsące się ręce to kwestia stresu czy trzech kaw dziennie. No dobrze, miałam przedział czasowy 13-15 i miałam sama sobie wybrać na którą przyjść więc mógł czuć się zaskoczony, ale gdy zaczął słodzić sobie kawę rozsypując cukier po całym biurku to poczułam się niezręcznie.
Do tego rozmawiając ze mną oblizał łyżeczkę o_O
Ja się już nie czepiam podawania ręki przez stół czy formuły "proszę panią" (nie, on tak akurat nie mówił, ale chodzi mi o inne sytuacje), ale jako dyrektor handlowy (wyczytałam z wizytówki) firmy powinien chyba znać podstawowe zasady etykiety biznesu. No nic, może studiował zaocznie :)
Poczułam się pewniej i potrafiłam się zaprezentować jakbym była najlepszym pracownikiem na świecie i to właśnie mnie tam potrzebują. I chyba mi się udało bo od samego początku rozmawialiśmy w sposób dający do zrozumienia, że już zajmuję proponowane stanowisko. Minusem był jedynie chyba mój brak znajomości Excela w praktyce, ale za to pan dyrektor przepytał mnie z angielskiego i zadowoliło go to co usłyszał. Dobrze, że nie chciał udowodnienia znajomości języka biznesu, a po prostu zapytał co lubię robić w wolnym czasie. Chodziło o wymowę, a tę (nie chwaląc się) mam całkiem znośną bo zawsze o to dbałam. Nowe interesujące słowo, które usłyszę w piosence często powtarzam co irytuje mojego męża choć tego nie mówi ;) Ale wracając do rozmowy... czułam się w rozmowie swobodnie i mogłam być sobą bo po pierwsze wiedziałam, że za drzwiami nie czeka kolejka kolejnych kandydatów, a po drugie, gdy wiedziałam, że przyjdę na dzień próbny to poczułam się spokojniejsza. W końcu coś mi się udało. Może się wydawać, że tydzień szukania pracy to niedługo, ale łącząc to z bezowocnymi poszukiwaniami w lipcu zaraz po obronie i takim trochę już naciskiem znajomych "a ty nigdzie nie pracujesz??", bardzo chciałam już iść do pracy, a nie siedzieć w domu. Oszczędności mi się skończyły (ach te zakupy ubraniowe z ostatniego miesiąca xD), a od męża nigdy nie biorę pieniędzy na coś co nie jest potrzebne w domu, dla nas obojga. Nie jestem tego typu osobą. Staram się być samodzielna.
Tak więc pracuję w firmie sprzedającej przyprawy dla zakładów zbiorowego żywienia itp. Od pierwszego dnia mam już założonego służbowego maila i własny komputer. Praca nie porywa, ale tak naprawdę obojętnie co jest przedmiotem działalności firmy niektóre prace wyglądają wszędzie tak samo. Ogólne ogarnianie biura, rozmowy z klientami i dostawcami, obsługa korespondencji i telefonu oraz fakturowanie - to co wszędzie :) Będzie dobrze :) Jestem zadowolona choć naturalnie nie widzę się tam na dłuższy okres czasu. Wolałabym wykorzystać swój potencjał w branży turystycznej. Jest jeszcze jedna opcja, na którą namawia mnie mąż - własny biznes, o którym marzę już od kilku lat, ale do tego muszę dojrzeć psychicznie :) Póki co zostanę w tej firmie bo takiej stabilizacji potrzebuję na początku kariery zawodowej i życia małżeńskiego. To dla mnie dobre.

Na koniec taki trochę przegląd tygodnia zestawów biurowych :)

Jest jeszcze kilka wad nowej pracy i miałam opowiedzieć wam o pewnym niestosownym pytaniu, które mi zadano, ale to może w następnym poście tego typu jak ten za miesiąc jeśli będziecie chciały :)
Pozdrawiam,
Ania

23 komentarze:

  1. No to gratuluję, ja bym się w przyprawach lepiej czuła niż w swoich okuciach, ale ważne,że praca jest :) To cóż owocnej pracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ty miałaś podobnie. Ambitne studia a potem wielkie D :/ I trzeba było się przebranżowić ;) Ale jesteśmy dowodem na to że się da ;)

      Usuń
    2. Da się, da się :) W zasadzie zobacz kto dziś w zawodzie pracuje? Mało kto. A tak okazało się, że jesteśmy zdolne skoro radzimy sobie w innych dziedzinach ;)

      Usuń
  2. Gratulacje !
    Ja już szukam pracy dwa lata :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest dołujące, domyślam się :( Ja mam o tyle dobrze, że mieszkam w duży mieście i ostatecznie poszłabym do jakiejś galerii handlowej byleby zarabiać.

      Usuń
  3. Jedna z mam moich dzieciaków w katowicach pracuje w firmie z przyprawami:-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Widzisz jak się chce to zawsze się coś znajdzie :) Naprawdę trudno mi uwierzyć, że niektóre osoby długo szukają pracy. Nie dyskryminuję nikogo, ale to po prostu trzeba mieć chyba pecha w życiu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co też się nad tym zastanawiałam. Myślę, że jeśli ktoś chce pracę jakąkolwiek to na pewno znajdzie. Nie wszyscy jednak są w stanie porzucić ambicję i robić byle co byle tylko coś zarabiać. Mi na przykład byłoby bardzo trudno, ale pewnie po dłuższym czasie bez pracy zmieniłabym nastawienie.

      Usuń
  5. Gratuluję :)
    Pamiętam, jak ja szukałam pracy po studiach....
    To było straszne, szukałam pracy lub chociaż stażu przez 5 miesięcy, niestety u mnie w rejonie interesujących ofert jak na lekarstwo, gdy w końcu udało mi się dostać pracę /najpierw staż - to po wszystkim dowiedziałam się, że było 60 osób chętnych... a lokalizacja firmy wcale nie była dogodna jeśli chodzi o dojazdy itp.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest plus mieszkania w dużym mieście. Choć z drugiej strony gdy szukałam ofert to widziałam ilość wysłanych aplikacji - nawet kilkaset na jedno stanowisko. To cud, że ktokolwiek oddzwonił.

      Usuń
  6. Gratuluję. Chętnie poczytam o perypetiach w nowej pracy. Własny biznes to brzmi pięknie ale trudno jest się utrzymać na rynku i przyzwoicie zarabiać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj perypetie już są :D
      A własny biznes teraz jest tak łatwo obecnie założyć że przy narastającej konkurencji trudno utrzymać ;)

      Usuń
  7. Gratuluję Kochana,praca w biurze jest fajną opcją.Siedząca,normalne godziny pracy,telefon,komputer.Ma się poczucie,że pracuje się na jakimś poziomie.Jeżeli nawet nie będziesz czuła się dobrze w tej pracy,zawsze możesz pójść dalej.Szukać pracy w zawodzie,albo otworzyć swój biznes :) <możliwości jest milion,tylko my często więcej marudzimy,niż działamy (mówiąc ogólnie,nie do Ciebie ;) Gratuluję zdobycia fajnego stanowiska i to w tydzień :) Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację - to było dla mnie bardzo ważne by mieć poczucia się robi coś istotnego. Druga opcja, którą miałam to praca bardziej dla studentów, z ruchomym grafikiem, a ja potrzebuję stabilizacji i normalnych godzin. Bardzo ważne było dla mnie to by nie mijać się z mężem z dniami wolnymi. Dlatego wolę już zmienić branżę niż na siłę szukać pracy zgodnej ze studiami czyli na przykład w hotelu gdzie zmiana trwa 12 godzin

      Usuń
  8. gratuluje!
    mam nadzieję że i ja w przyszłym roku jakąś znajdę ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję znalezienie pracy i zyczę samych sukcesów:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Chętnie będę czytać o Twoich sukcesach, tych mniejszych i większych.
    Gratuluję znalezienia pracy, ale coś czuję, że ambicja nie pozwoli Ci tam długo zagrzać miejsca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha wiesz co nie wiem czy zwycięży ambicja czy poczucie stabilizacji w związku z pierwszą pracą na stałe. Jak jest dobrze to się nie chce szukać czegoś od nowa ;)

      Usuń
  11. chętnie poczytam:))
    świetny post, niesamowitą drogę przeszłas do tej pracy ale gratuluje że się udalo!:))) jak jesteś zadowolona to już w ogóle super!:)

    OdpowiedzUsuń
  12. gratuluję pracy, fajnie, że Ci się udało i jak dojrzejesz do decyzji to założysz własną działalność
    Swoją drogą jestem ciekawa tego pytania
    Zestaw bordowa marynarka i czarna spódniczka wymiata

    OdpowiedzUsuń
  13. Bosko, że Ci się udało, w dzisiejszych czasach to wręcz zakrawa na cud :D

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratuluję :-) A pytania o zarobki nigdy nie lubiłam ;-) Ciekawa jestem, co to za niestosowne pytanie padło ;-)

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratulacje! Ja też szukam pracy aktualnie, a że mieszkam na wsi to jest ciężko... ;) Ale chcieć to móc :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...