poniedziałek, 1 września 2014

My heart belongs to...

Kremowa koronkowa spódniczka okazała się hitem. Gdy więc znalazłam podobną czarną nie wahałam się ani chwili. Dziewczyna na Vinted sprzedawała ją jako nową z metką, gdyż okazała się za duża. Na mnie niestety też jest trochę luźna w pasie bo w przeciwieństwie do tamtej jasnej nie ma gumki w pasie.
Wybrałam ją w piątek przed ślubem. Załatwialiśmy ostatnie sprawy, jechaliśmy na salę, a potem na lody z naszymi świadkowymi :) Moja mama była od rana jak burza gradowa. Bardziej ją zestresowały przygotowania niż mnie :)
Po południu przyjechali pierwsi goście więc uznałam, że nie muszę czekać do soboty by wyglądać ładnie i elegancko :) Później jednak zrobiło się chłodniej i do zamiatania roztrzaskanej porcelany przebrałam się już w spodnie i sweterek. Kto w ogóle wymyślił tę tradycję trzaskania porcelany? Prawie straciłabym oko :(






Koszula - TopShop
Spódniczka - Troll
Torebka - Butik
Baleriny - nn
Zegarek - Gino Rossi

Pierwszy tydzień po ślubie minął szybko. Na początku dziwnie się czułam jadąc do naszego wspólnego mieszkania. Tyle na to czekałam, a teraz zaczęłam się czuć tu obco. Niestety przez zaniedbanie ze strony firmy znajomego nie mieliśmy przed ślubem gotowej sypialni. Konkretnie chodzi o szafę. Nie mam gdzie przenieść swoich rzeczy, a trochę tego jest. Nadal więc krążę miedzy domem rodzinnym, a domem teściów, z którymi od tygodnia mieszkamy. Mama codziennie zapraszała nas na obiad co bardzo ułatwiło nam sprawę. Zresztą do wtorku kończyliśmy weselne resztki. Mąż wrócił do pracy, wolny miał tylko poniedziałek, a ja planuję podróż poślubną. Codziennie wstaję by zrobić mężowi śniadanko i zapakować coś do pracy. Trochę jak małemu dziecku - kanapki i koniecznie jakiś owoc :)
Myślę, że szok przeżyjemy dopiero, gdy pójdę do pracy i nie będę mieć czasu na gotowanie obiadu.
Ale póki co jakoś sobie radzimy. Gdy mam tyle czasu, staram się utrzymywać mieszkanie w porządku. Mój Krzysiek dawno nie mył okien :P Pierwsze zakupy to deska do prasowania i odkurzacz. Mąż namówił mnie też na mikrofalówkę. Pierwsze wspólne wyjście to niestety pogrzeb :(
A dziś obchodzimy siódmą rocznicę związku. Po raz ostatni pewnie bo za rok będzie to za blisko pierwszej rocznicy ślubu :)

10 komentarzy:

  1. U nas nie ma tradycji trzaskania porcelany, także nie do końca wiem o co chodzi z tym zwyczajem.
    Bardzo ładnie wyglądasz, wdzięcznie.
    A co do wspólnego mieszkania i początków małżeństwa- to cieszcie się tym czasem, sobą. Później, przy dzieciach będziesz wracać do tych chwil tylko we dwoje:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tradycja jest głupia. Ludzie z satysfakcją wysypują ci wiadro starej porcelany i stoją śmiejąc się z ciebie jak to zamiatasz :/
      A te pierwsze dni są właśnie bardzo fajne :) Podoba mi się bycie młodą żoną. Choć u nas ten czas tylko we dwójkę raczej trochę potrwa ;)

      Usuń
  2. u nas też nie ma tej tradycji, nigdy się z tym nie spotkałam :)
    Zestaw śliczny, spódniczka jest cudowna :)
    Oby Wasz miodowy miesiąc trwał całe życie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy raz słyszę o tradycji trzaskania porcelany ;)
    Gratuluje i życzę szczęścia na nowej drodze życia ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. ta tradycja to chyba tylko na Śląsku, bo też o tym nie słyszałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Koszula jest przeurocza, ślicznie wyglądasz :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Po pierwsze gratuluję, po drugie dziękuję za wizytę :)
    Też pierwszy raz spotykam się ze zwyczajem trzaskania porcelany. Nie brzmi to zbyt bezpiecznie. Masz bardzo fajny styl, taki uroczy i stonowany :) Życzę powodzenia na nowej drodze życia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Słodko wyglądasz śliczna ta bluzeczka. Ja po trzaskaniu bylam wykończona :) ale jak teraz wspominamy to uśmiech pojawia sie nam na buzi :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...