niedziela, 25 maja 2014

Dziękuję, u mnie maj

Co słychać?
Dziękuję, u mnie maj :)
W piątek rano wróciłam z Trójmiasta. To był całkiem udany wypad. Nawet ta pierwsza przymusowa część czyli obóz kajakowy. Dotarliśmy do Gdańska w zeszłą niedzielę rano i o 11 już mieliśmy zbiórkę w przystani Żabi Kruk. Genezę tej przedziwnej nazwy poznałam dopiero dużo później :)
Zrobiliśmy pętlę wycieczkową po Gdańsku najpierw płynąc wśród pięknych okoliczności przyrody (nenufary, bociany...), a potem zahaczając o Stocznię Gdańską i kanał Motławy włącznie z przepłynięciem pod słynnym żurawiem :) Noc spędziliśmy w schronisku młodzieżowym, a w poniedziałek rano autokar wywiózł nas 40km dalej do Ostrzyc by tam zostawić rzeczy, które wolelibyśmy by po obozie zostały suche. Ja zabrałam trochę fajniejszych (nie sportowych) ciuchów i prostownicę do włosów :) Dopłynęliśmy tam dopiero w środę czyli ostatni dzień obowiązkowy dla wszystkich. Po nim ja spakowałam się i ruszyłam do Gdańska z przesiadką w Kartuzach. A wcześniej spędziłam trzy dni pływając w parze z Adrianem, który okazał się świetnym kapitanem. Bardzo się cieszyłam, że zaproponował mi wspólne płynięcie. Ma chłopak dużo siły w rękach :) Ja też się nie obijałam nie chcąc być gorsza tak, że praktycznie zawsze byliśmy w czołówce zaraz za prowadzącym (a czasem go wyprzedzając) i dzięki temu mieliśmy najdłuższe przerwy bo trzeba było czasem i 10 minut poczekać, aż do miejsca postoju dopłynie ostatni z 22 kajaków.








Gdy tylko można było dobić do brzegu na przerwę suszyliśmy co się dało na słońcu :)
 Pogoda nam dopisała. Tylko raz była burza, ale na szczęście udało nam się tuż przed nią rozbić obóz. Ci, którzy przypłynęli na końcu rozkładali już namioty w deszczu. Obóz nie był do końca przemyślany. Trzeciego dnia rozbijaliśmy się "na dziko" na polance, a przez to, że długo szukaliśmy odpowiedniego miejsca prawie by nas burza na środku jeziora złapała.
Nie ukrywam, spanie w namiocie nie jest moją ulubioną formą noclegu. Nie jestem jakąś księżniczką, która musi mieć nie wiadomo jakie wygody. Łóżko jednak to podstawa. Może być w drewnianym domku w lesie, może być w hostelu czy schronisku, ale musi to być łóżko. Karimata i śpiwór to zabójstwo dla mojego kręgosłupa. Na szczęście jakoś się tego trzeciego dnia podniosłam i plecy nie bolały tak, by nie dało się wiosłować.
Jestem pewna, że przez ten wyjazd przytyłam ze dwa kilo. Same zupki chińskie, konserwy i batony. No bo co jeść w lesie? :)
 


 Nie było tak źle jak się spodziewałam. Obóz minął stosunkowo szybko i w środę wieczorem byłam już w Gdańsku. Zgodnie z planem kupiłam sobie bilet powrotny, a przy okazji weszłam do Rossmanna po krem na oparzenia słoneczne. Nie wiem jak to się stało, ale jeszcze nigdy się tak nie spaliłam, szczególnie na nosie. To mi się w życiu nie zdarzyło. Opalam się zawsze z głową. Zresztą nie umiem długo wytrzymać na słońcu. Pływając też smarowałam się kremem z filtrem (dodatkowo na twarz zawsze używam SPF 50) ale chyba nie był wodoodporny bo i tak mnie opaliło brzydko :( A w tym roku muszę dodatkowo uważać bo nie chcę przecież iść do ślubu z opalonymi rękawiczkami rowerowymi :)
 Z dworca poszłam prosto do hostelu, w którym zarezerwowałam sobie nocleg kilka tygodni temu. Szłam powoli bo torba dosyć ciężka. Gdy w końcu dotarłam na miejsce okazało się, że łóżko dla mnie owszem jest ale na ul. Grodzkiej. Nic mi to nie powiedziało i nawet nie miałam się siły kłócić, że nie ma czegoś takiego w hostelach jak overbooking. Skoro poproszono mnie kilka dni przed przyjazdem o potwierdzenie noclegu to miejsce ma dla mnie być! Recepcjonistka stwierdziła "mogę panią jedynie przeprosić". 
No cóż, nie miałam wyjścia jak tylko wędrować kolejne 2km przez centrum miasta. praktycznie musiałam się wrócić na dworzec, z którego wyruszyłam i iść zupełnie z przeciwnym kierunku.
Okazało się, że hostel, do którego mnie przekierowano ma nawet jeszcze lepszą lokalizację (dla tych, którzy znają Gdańsk - za Hiltonem), a jeszcze wynegocjowałam nocleg za 25zł w ramach zadośćuczynienia. 
Bardzo pomocna podczas mojego pobytu była Lena, z którą kontaktowałam się w każdej pilnej sprawie przez telefon i za jej cierpliwość jej dziękuję :* 
To dzięki niej zaliczyłam również Sopot, gdyż okazało się, że szybciej dotrzeć pociągiem do sąsiedniego miasta na plażę niż do Jelitkowa (gdańska dzielnica z plażą). Niestety nasze plany zwiedzania Starówki legły w gruzach przez jej nagłe wezwanie do pracy (generalnie chodziło o potop), ale za to odbiłyśmy sobie spacerując po Pruszczu Gdańskim - jej mieście, do którego mnie zaprosiła :) Muszę przyznać, że urokliwe to miasteczko :) A i przyjemnie się rozmawiało. Uwielbiam jej styl snucia opowieści :)





Nie obyło się bez kupienia kilku "pamiątek". Przede wszystkim niebieska spódnica - nie spodziewałam się aż takich upałów i po drodze zmieniłam czarne dżinsy na coś przewiewniejszego. Poprosiłam panią w H&M o odcięcie metki i od razu założyłam :) W sąsiednim NewYorkerze zaś znalazłam świetny kombinezon. Niestety był tylko rozmiar za duży albo za mały, ale odbiję sobie to u nas w Katowicach :) Za to nie mogłam się powstrzymać by nie kupić słomkowego kapelusza. Moją miłość do kapeluszy znacie. Pisałam o niej ostatnio.
Poprzedni słomkowy jednak musiałam odsprzedać, gdyż kupiłam go bez przymierzania i okazał się za mały. Tak, tak mam dużą głowę :P Ten z NewYorkera przymierzyłam tak z głupoty bo miał na metce wyjątkowo "L/XL" a nie "one size" jak to przeważnie jest. Kosztował dużo bo 39zł, ale dobrze w nim wyglądam i nie będzie mi spadać z głowy :)

Co oprócz obozu? Miałam pierwszą przymiarkę sukni ślubnej. Jest super! :) Tylko jeszcze muszę biustonosz dokupić by krawcowa mogła suknię dopasować. Miałam też próbny makijaż. Mogłyście go zobaczyć w tym poście. Ogólnie wszystko tak jak chciałam, ale o wiele za ciemny podkład mi makijażystka dobrała. Pójdę jeszcze na jedną próbę i powiem by się bardziej postarała. Ja robiąc sobie makijaż sama mogę popełnić taki błąd, ale żebym płaciła za taką tandetę?
Zaproszenia ślubne też już rozdajemy. Oczywiście goście mają problem z wierszykiem o winie i książce zamiast kwiatków. Mało kto ogarnia temat książek więc pytają się jakie wino lubię. A rzecz w tym, że nie lubię. Po prostu się rymowało :) Dla bardziej kumatych znajomych moja siostra będzie miała listę książek, które chętnie bym przygarnęła.
Na specjalne zamówienie Leny wrzucam zdjęcie zaproszeń robionych przez Paulette. Fryzurę zaś będzie mi robić Sandra. Jesteśmy po pierwszych próbach i wiem, że nie mam się o co martwić. Podoba mi się kilka wersji i nie wiem na co się zdecydować :) Tak jak z zaproszeniami - mamy trzy wzory bo na jeden nie mogliśmy się zdecydować :)

Z innych spraw do załatwienia zostało mi dokończenie pracy magisterskiej. Jeszcze tylko jeden rozdział. Promotorka na ostatnim spotkaniu zapytała czy dam radę dokończyć do połowy czerwca. Ddpowiedziałam, że oczywiście choć tak na prawdę tamtego dnia jeszcze nawet tego ostatniego zasadniczego rozdziału nie zaczęłam. Powiedziała, że jeśli bym chciała mogę się bronić nawet wcześniej niż 15 lipca (data wyznaczona przez uczelnię). Powoli przeglądam już oferty pracy. Niestety nie będę mieć możliwości powrotu do firmy, w której pracowałam. Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że Aldona przyjęta zaraz po mnie też już tam nie pracuje. Szefowa Jadzia jednak nie jest łatwa we współpracy :P

16 komentarzy:

  1. świetny wypad
    zaproszenie najbardziej podoba mi się to bez imion

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli w sumie wypad udany ;) To fajnie ;)
    hmmm ja czekam na sygnał jak będę mogła pokazać publicznie zaproszenia wasze :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajny ten obóz :) Świetne zdjęcia!!!
    zaproszenie mamy podobne kolorystycznie :)
    Pozdrawiam ciepło!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak miło zobaczyć moje Trójmiasto Twoimi oczami ;) No cóż, muszę przyznać, że jest pięknie :) W piątek rozmawiałam z panem z Hiltona, w sumie uratowałam mu życie, widzisz jakby to stało trochę wcześniej zamiast hostelu załatwiłabym Ci nocleg w stylu gwiazd:)
    Zaproszenia świetnie, to pierwsze bez imion jest moim faworytem :)
    I oczywiście zapraszam ponownie, ubijaczki czekają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ja już jadę :) Mam 3 dni wolnego, dentyste przesunę, prace napisze się kiedy indziej i już się pakuję. Właściwie to się nawet do końca nie rozpakowałam jeszcze. Jak Hilton to chętnie :D

      Usuń
    2. Takie słońce, że wszystko trzeba rzucić w kąt i byczyć się na plaży :) A u nas ładniej niż gdziekolwiek :) Powinni mi zacząć płacić za reklamę :)

      Usuń
  5. sporo się u ciebie działo, piekne zaproszenia, ale te bez imion chyba najlepsze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O proszę, byłaś w Trójmieście:) A zaproszenie najbardziej podoba mi się to po prawej stronie:) Widzę, że też macie imieniny niemal razem, dokładnie tak jak ja z moim mężem:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A faktycznie :) U nas imienin nie obchodzimy raczej ale jakoś tak dzień po dniu chyba mamy :)
      Mamy podobny gust bo moje ulubione zaproszenie to też to górne z kokardką (tam są perełki ale ich nie widać na zdjęciu)
      :)

      Usuń
  7. Kochana,fantastyczna foto relacja.Podziwiam Cię jesteś dzielna babeczka :) ja nie dałabym rady wiosłować i spać w namiocie i znowu wiosłować :( Mam chore stawy i wiem,że nie wróciłabym z tej wyprawy cała :) Opalenizna fajna,ale jeśli jest z umiarem nie ma nic gorszego niż pomarańczowa Panna Młoda ;) heheh ale wiem,że Ty taka nie jesteś :) Ja chciałabym przyciemnić nogi,ale nic z tego,pozostaje mi balsam :) Szkoda,że w pracy się nie poukładało,ale głowa do góry nie ta,to inna :) Magisterka znam ten ból,na szczęście to już dawno za mną,ale stres pamiętam :) Zaproszenie ładna,najbardziej podoba mi się to bez imion. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem z siebie bardzo dumna że mi się udało :) Dla mnie wizja tego wyjazdu to był koszmar. Lubię aktywność fizyczną ale taką którą sama wybieram, nic na siłę. No ale jak się studiuje na AWFie to trzeba obozy zaliczyć i udawać że się dobrze bawi choć może nie jestem jakoś bardzo towarzyską osobą (gry i zabawy przy ognisku ominełam szerokim łukiem xD).
      A opaliłam się "na farmera" czyli rękawki :/ Mam nadzieję, że uda mi się to latem wyrównać bo tak to zawsze opalam się bez ramiączek bo nienawidzę śladów na skórze ;)

      Usuń
  8. Ale piękne widoki. Z chęcią sama pojechałabym na taki obóz :) I mam podobną bluzkę ( tą w niebiesko-białe paski). Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. w taką pogodę to można pływać :) ja tam lubię kajaki

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajny wypad :)
    Zaproszenia piękne ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...