czwartek, 6 marca 2014

Moje przygody za kółkiem, parapetówka i ostatni semestr studiów

Jadę sobie spokojnie z pracy moją świeżo umytą czerwoną Suzi, gdy nagle na drodze robi się zator. Zwalniam wielce zadziwiona, gdyż to prosty odcinek drogi, nie ma tam skrzyżowania by był korek. Chwilę później jednak wszystko staje się jasne. Dwóch policjantów wyszło sobie na środek ulicy i zatrzymują każdego kierowcę z obu stron na badanie trzeźwości. Troszkę mi ciśnienie podskoczyło bo jeszcze nigdy nie miałam kontroli drogowej (odpukać!!) i nie "dmuchałam" ;)
Obawiam się, że nawet nie wiem jak. No coś, podjeżdżam powolutku za sznurem aut i zawczasu otwieram szybę bo nadal mam problem z guziczkami (który zamyka, a który otwiera drzwi od wewnątrz itp.). Nadchodzi moja kolej, a pan policjant z uśmiechem na twarzy mówi "jechać". Myślałam, że mam jeszcze trochę do przodu podjechać i znów się zatrzymuję, a on "no jechać, jechać!". Phi! Nie chciał mnie sprawdzić. No ja się pytam co jest ze mną nie w porządku?! Że niby nie wyglądam jakbym mogła pić? Czy to przez biżuterię z pereł? A może różowa koszula? :) Zamiast cieszyć się, że nie skompromitowałam się na badaniu alkomatem byłam oburzona, że mnie puścił :) Z wrażenia chciałam ruszyć z drugiego biegu i właściwie prawie mi się udało. Może pan policjant czyta mojego bloga i wie, że jestem przeciwniczką alkoholu? Tak, to pewnie to :)
http://instagram.com/p/kPZr_oJoND/
Inne wytłumaczenie to, że nie wyglądam na pełnoletnią. Wiem bo ostatnio pan na stacji benzynowej mnie prosił o dowód (kupowałam papierosy dla taty wrrr). Jednak wtedy musiałby mnie zatrzymać bo mógłby podejrzewać, że nie mam prawa jazdy (zwłaszcza to moje nieudolne ruszanie na to wskazywało). Nie, więc to też nie to. A może szukali podejrzanego przestępcy i zatrzymywali wszystkich po kolei pod pretekstem? Tak to pewnie o to chodziło! A ja nie pasowałam do rysopisu :) Bo wyjątkowo spięłam włosy hihi

Przedłużył mi się ten wstęp troszeczkę. A o czym to ja właściwie chciałam...? O wszystkim i o niczym.
Zaczął się nowy semestr, wróciła studencka rzeczywistość. Przywitałam ją z ulgą bo choć już chcę mieć te studia za sobą to moja pierwsza stała praca też nie należała do przyjemnych. Nie przeczę, że trochę mnie to podłamało. Wszyscy zdaje się uważają, że przesadzałam z tym narzekaniem i po prostu sobie nie poradziłam. Wydaje mi się, że nie słuchali tej części, że praca jest fajna i mogłabym się w niej spełniać gdyby nie... pani Jadzia :/
Tak, ja wiem, że każdy szef jest upierdliwy. Ale mojej samo zajmowane stanowisko nie usprawiedliwia. Jest fałszywa, nastawia się do ludzi. Tak jak dla mnie była miła choć przed chwilą nawrzeszczała na Beatę (tę, którą zwolniono podczas moich praktyk) tak potem mnie zaczęła traktować z niechęcią, a uśmiechała się przymilnie do nowej Aldony. Jedynie chyba Olga miała na tyle silne nerwy by nie przejmować się krytyką szefowej choć przyznała, że podczas pierwszego miesiąca płakała codziennie. Mi niestety też się zdarzyło.
Pracując w tej firmie miałam poczucie spełnienia. Czułam się ważna i doceniona bo okazało się, że wręcz pracodawca sam się do mnie zgłosił. Nie aplikowałam o tę posadę, pani Jadzia mi ją zaproponowała po tygodniu praktyk. I chyba ta idealistyczna wizja posiadania pracy (w branży!) zanim się jeszcze skończyło studia mnie zgubiła. Przez długi czas ignorowałam zachowanie szefowej, te jej wieczne humory, ale ostatni tydzień to już była masakra. I nie tylko ja tak reagowałam. Gdy szefowa jeździła na spotkania i zostawałyśmy same z Olgą i Aldoną nagle robiło się całkiem fajnie. Miałyśmy i czas na obowiązki i na rozmowy. Przez te krótkie chwile żałowałam, że postanowiłam zrezygnować. Ale potem wracała szefowa i zamiast docenić, że zrobiłam coś z własnej inicjatywy to dostałam "zjebę", że nie ma pieczątek, a przecież ona przywiozła ją i od minuty mogłam już je przybijać. Tak właśnie, każdy w firmie ma dostęp do pieczątki szefowej bo ona nie ma czasu ich przybijać :P
Zazdroszczę ludziom (jak moja mama czy narzeczony), którzy nie muszą całe 8 godzin pracy przebywać ciągle ze swoim szefem.
A z przyjemniejszych tematów... w zeszłą sobotę zorganizowaliśmy z K coś w rodzaju parapetówki w naszym mieszkaniu. Co prawda jeszcze nie jest gotowe, ale można powiedzieć, że w końcu stało się funkcjonalne. Jeszcze rok temu nie mieliśmy lodówki, kuchenki, nawet prysznica! A teraz da się już mieszkać tylko zostały pewne "kosmetyczne" wykończenia i przemalowanie sypialni. Marzy mi się też wielka szafa na całą ścianę, ale to niestety wydatek rzędu kilku tysięcy złotych więc raczej zostanie na "po ślubie".





Zaprosiliśmy moich znajomych ze studiów. Wyszły takie Ostatki, parapetówka i zakończenie ferii w jednym. Dla pozostałych znajomych zrobimy imprezę kiedy indziej bo niestety maksymalnie 9 osób się mieści u nas :)
Menu zaczęłam układać już dwa tygodnie wcześniej. Lubię urządzać przyjęcia tylko nigdy nie mam warunków :)
Wymyśliłam sałatkę z krabem, którą zawsze przygotowuje nasza wspólna znajoma. Nie chciało mi się aż tak starać jak na urodziny więc jako ciepłą przekąskę upiekliśmy czosnkowe bagietki z Biedronki :) Upiekłam też ciasto i tradycyjnie babeczki. Do tego wino. Dużo wina. Muszę się przyzwyczaić, że jedzenie zawsze zostanie, a najważniejszy jest alkohol :P

Po Andrzejkach ze znajomymi K i moich urodzinach zgodnie stwierdziliśmy, że musimy dokupić wina na wesele :D Rodzice Iwony przywieźli je nam z Niemiec dzięki temu mogliśmy za tę samą cenę mieć więcej. Swoją drogą znacie jakiś sposób na odmówienie picia alkoholu na własnym weselu tak by nikt się nie obraził? Zdaje się, że nikt z mojej rodziny i znajomych nie pojmuje, że można być abstynentką :/

Powracając do imprezy... Zupełnie nie spodziewałam się tak wspaniałego prezentu. Znajomi przywlekli ze sobą ogromne pudło ładnie zapakowane z kokardką, a w środku :
... naczynie żaroodporne


... osłonki na doniczki i stojak na serwetki


... zestaw szklanek


... różowa świeczka


... dwa ogromne kieliszki


... zestaw pojemników na przyprawy

Wszystko nam się niesamowicie przyda i było na liście rzeczy potrzebnych, ale takich, na które nigdy nie było pieniędzy :)

19 komentarzy:

  1. Pamiętam swoją pierwszą pracę. I swoje szefostwo, z którym również przebywałam prawie non stop. I wszystko zależało od aktualnego humoru szefowej. Najgorsza jest świadomość, że Twój szef jest głupszy od Ciebie, a i tak musisz go słuchać. A oficjalne pisma poprawiać po kryjomu, żeby później przez godzinę nie tłumaczyć się, że "na pewno" na pewno piszemy oddzielnie...
    I obrywać za spóźnionego listonosza, za brak internetu i za to, że jak dzwonią o 16.20 (praca do 16) na stacjonarny do firmy to nie odbierasz.

    Także nie dziwię Ci się, ale pierwsze koty za płoty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako jedna z niewielu mnie rozumiesz :) Miałam własnie podobnie. Trudno byloby mi to teraz wytrzymać zwłaszcza że nie mam nawet połowy pracy magisterskiej a zajęcia codziennie do wieczora. Mam nadzieję że nie wyczerpałam poziomu szczęścia i jeszcze znajdę pracę w branży po obronie :D

      Usuń
  2. ach znajomi uwielbiają zakupy w ikei jak i ja :D mam ten stojak na serwetki :D
    ja też nigdy nie miałam kontroli drogowej i mam nadzieję że mnie to nie spotka :D ale zawsze jak stoi policja i zatrzymuje kogoś jak przejeżdzam to stres mnie łapie

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeśli chodzi o picie na weselu alkoholu proponuję oznaczyć butelkę wódki i nalać do niej wody, zawsze się sprawdza ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pozazdrościć takiej stabilizacji i mieszkanka :)
    Ja jestem właśnie na ostatnim semestrze studiów a widoków na pracę w zawodzie po nich ani widu ani słychu :(
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie fajniutkie noże :)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też jestem jedyną abstynentką w rodzinie, po prostu wódka mi nie smakuje i już :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja już ci mówiłam co masz zrobić :D Mogę zrobić winietkę specjalnie dla ciebie :D "Wódka Panny Młodej " :D
    A co do kontroli to ja swoją pierwszą miałam rok temu dzień po andrzejkach :D Myślałam, że zawału na miejscu dostanę :D i owszem dmuchałam :D Teraz też miałam kontrolę ale też kazał mi pojechać, ale pewnie dlatego że miałam świeżo spryskane szyby :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale to wszyscy się zorientują że piję wodę. Jakos mi tak głupio ściemniać. Mogę z dziewczynami ewentualnie trochę wina się napić :)

      Usuń
    2. /Bez przesady to twój dzień i masz prawo robić co ci się podoba nie chcesz pić to nie pijesz a we flaszce z wódki masz wodę by nie robić komuś przykrości. Moja kuzynka z mężem tak zrobili oboje i nikt im nie miał tego za złe, chodzi ze swoją wódką i dobrze się bawili jak i sami goście. Zaś koleżanka z mężem pili równo ona jakoś wytrzymała ale jej facet nie dotrwał do oczepin ... co to za radość wtedy ?

      Usuń
  8. Mam taki sam serwetnik, a kieliszki do czerwonego wina nawet większe - często używane, są super;)

    Z pracą to jest tak, że każdy chyba narzeka na swojego szefa, tylko każdy z innego powodu, więc się nie przejmuj xd przykład z mojego domu: moja mama - żaden z szefów nie interesuje się firmą; ojciec - szef ma żydowską duszę i oczekuje, że będą w pracy non stop, 24 na dobę; ja - mój szef jest bucem i wieśniakiem bez jakiegokolwiek taktu i wyczucia. Tak już po prostu jest, cóż poradzić, i staropolskim przysłowiem "Szanuj szefa swego, bo możesz mieć gorszego" ;>

    A kontrolą się nie przejmuj, ja natrafiam na nie ostatnio cały czas, i dobrze, że kontrolują. Tylko korki się przez to faktycznie robią, dlatego co jakiś czas część samochodów przepuszczają, żeby zator rozładować;)

    OdpowiedzUsuń
  9. też mam problem z alkoholem bo też nie pijam wódki :/ nie wiem jak to będzie przy powitaniu chlebem i solą ale chyba poproszę właściceli o faktycznie nalanie wody ;) a potem co potem szampan i wino to zniosą co prawda w małych ilościach :)to ma być nasze wesele i nie mam zamiaru się denerwować ;) tylko dobrze bawić :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja uprzedzę wszystkich : właścicieli sali, DJa żeby nie robił żadnych konkursów z wódką (choć chyba już mu to mowiłam) itp. Pewnie wszyscy pomyślą że jestem w ciąży ale co tam :D Mi po alkoholu jest niedobrze i nie chciałabym przesiedzieć wesela w toalecie :)

      Usuń
  10. tez mi się dwa razy trafiła taka kontrola w dwóch miastach, mają jakaś taką akcje, moim zdaniem bardzo dobrze niech lapią tych pijaków! :D
    pokaż wiecej waszego mieszkanka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno zrobię post po zakończeniu remontu żeby pokazać jak udało mi się zagospodarować naszą niewielką przestrzeń :)

      Usuń
  11. Ha, ja mam swojego szefa 24 na dobę, łącznie z weekendami i świętami :) Ale powiem Ci,że atmosfera w pracy jest bardzo ważna. Jeszcze dzieci Ci z głodu płaczą, więc możesz znaleźć coś co da Ci i satysfakcję i fajną atmosferę :)
    Fajne prezenty na parapetówkę :)
    Teraz często są takie kontrole, w sumie to i dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze że są takie kontrole i dobrze że się nie zbłaźniłam :D
      To samo powiedziałam -nie mam jeszcze takiego ciśnienia że potrzebuję na już jakąkolwiek pracę. Na spokojnie skończę te studia dzienne i wtedy już będę mogła cały czas poświęcić na pracę, mam nadzieję że też w branży ale po tym miesiącu z Jadzią już aż tak bardzo mi nie zależy :)

      Usuń
  12. Mmm pyszne jedzenie i świetnie wyglądająca fryzura :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...