wtorek, 18 czerwca 2013

Całkiem oszukany weekend czyli gdzie są te upały?

Po pięknym słonecznym czwartku byłam pełna optymizmu na weekend pełen słońca. A tymczasem zaczęło się już w piątek, gdy z grupą ze studiów jechaliśmy na kajaki. Zachmurzyło się, zaczęło wiać i byliśmy pewni, że zaraz lunie. A tu wszyscy w krótkich spodenkach ;)
Na szczęście udało nam się zakończyć cały spływ przed deszczem. Ba, nawet po powrocie do Katowic tak się rozpogodziło, że poszliśmy na chwilę do parku. Mój K do nas dołączył i w końcu poznał moją ekipę ze studiów :)
Jeśli chodzi o sam spływ to byłam raczej negatywnie nastawiona. Żagle to co innego. Tam praktycznie nie było szansy na kontakt z wodą. A tutaj profesor nas wystraszył, że tydzień wcześniej było aż sześć wywrotek! o_O
Już siebie widziałam w tym gronie, a na prawdę baardzo nie chciałam się moczyć :P Miało to związek z tymi szczególnymi dniami, ale nie tylko :P Wiem, że spanikowałabym i jeszcze bym sama sobie i innym zaszkodziła. Dlatego drażnił mnie każdy, kto próbował się złapać naszego kajaka by na przykład mieliśmy się zatrzymać i poczekać na resztę. Na szczęście trafiłam na fajnego (i silnego) kolegę, który szybko nauczył się sterować tak, że z moja pomocą w miarę nie wpadaliśmy w szuwary. A wywrotek w końcu były trzy, wszystkie w tym samym miejscu. Na szczęście nie byłam wśród tej szóstki pechowców.

Proszę zwrócić uwagę na mój cudowny warkoczyk autorstwa Marzeny :)
Koniec końców wróciłam szczęśliwa, że to doświadczenie mam za sobą. Może jeszcze pojadę na kajaki, bez takiego napięcia, że cała grupa i prowadzący patrzą i trzeba płynąć tak jak wszyscy. Sądzę, że taki wspólny wypad spodobałby się mojemu narzeczonemu :)
W sobotę zaś nastawiona byłam na opalanie. A tu znowu pogoda zawiodła. I z naszego pierwszego wolnego weekendu zrobił się dzień sprzątania. A po remoncie było co sprzątać. Bo na nic zdało się zasłonienie mebli i zamknięte drzwi. I tak wszędzie pełno było kurzu, a wcześniej nie opłacało się tego sprzątać bo przez ostatni miesiąc kurzyło się bez przerwy. A łazienka nadal nie uruchomiona :( Choć mamy piękne kafelki (jak się okazało wybrałam najdroższe :P), które wam pokażę jak wszystko będzie gotowe :)
Po południu na szczęście prognozy się nie sprawdziły i udało nam się zrobić grilla i nie zmoknąć :)
Siostra pożyczyła mi fantastyczne trampki :) Muszę sobie zakupić takie czarne :) Chyba wiem dlaczego zawsze w takich butach było mi niewygodnie - bo nosiłam te za kostkę. Te niskie są wygodniejsze :)

Spodnie zaś to mój nowy nabytek z vinted.pl (Kappahl 36,99zł z przesyłką). Wiem, że to nie mój krój, ale szukałam czegoś taniego i z wąską nogawką. Póki co schudłam 9kg, ale jestem w połowie drogi więc nie chcę wydawać dużo pieniędzy na spodnie, które za kilka tygodni będą za duże ;)
Niedziela zaczęła się leniwie. W nocy padało i nad ranem było pochmurnie. Znów wbrew optymistycznym prognozom. A ja chciałam w końcu ubrać którąś ze swoich sukienek! :(
Po obiedzie pojechaliśmy do Silesii się lansić :) 
A tak poważnie to pozytywnie rozpatrzono moją reklamację spodni (jedynych, które pasowały do mojego nowego rozmiaru :P) i mogłam odebrać pieniądze. Po drodze wstąpiłam do Sinsay właściwie tylko po to by sobie pooglądać bo na otwarciu był za duży tłum. Przymierzyłam szarą spódnicę, na którą chyba każda dziewczyna, która była w tym sklepie zwróciła uwagę :) Widziałam dużo dziewczyn mierzących ją. Większość jednak odwieszała z powrotem. I na mnie nie leżała ona dobrze. Pewnie przez kieszenie, które poszerzają biodra. Szkoda :/
Choć pewnie K powiedziałby, że maxi spódnic mam już nadto (aż 3). Cierpliwie jednak czekał przed przymierzalnią :)
O dziwo udało mi się kupić w Sinsay dżinsy i to za 59zł! :) Jakoś na otwarciu nie zwróciłam na nie w ogóle uwagi :) Bardzo się cieszę bo mam teraz w czym chodzić aż do następnej zmiany na mniejszy rozmiar :) Mam nadzieję, że nastąpi to szybko :) Bo mimo tych 9kg ja wcale nie czuję się lżejsza ;(
A to jeszcze zdjęcie z naszego spacerku. Udało nam się zdążyć przed deszczem :)

9 komentarzy:

  1. moja mama sobie kupiła fioletowe trampki :D
    ja bym na kajaki w życiu nie poszła, ani na żaden spływ. panicznie boję się wody. dostaję ataku paniki jak mam wejść na materac dmuchany na wodzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja myślałam, że się popłaczę i ucieknę do lasu. Nie udało sie :P Ale koniec końców było nie najgorzej :)
      Mojej mamy w fioletowych trampach nie widzę, ale kupiła sobie takie cichobiegi jak mamy :0 I to w granatowe paski ^^

      Usuń
  2. pięknaa ta spódnica ;) u mnie nowy wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ja nie lubię upałów, wolę jak jest chłodniej ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. fajny wpis. ciekawa przygoda z tymi kajakami. Ja chętnie też bym tak się przepłynęła, ale sama nie umiem pływać i się boję...:) Ale mimo wszystko bym chciała. a tak poza tym ślicznie wyglądasz na ostatnim zdjęciu..:)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja tam lubię kajaki :) chętnie bym się wybrała na taki spływ

    OdpowiedzUsuń
  6. chciałabym kiedyś popływać takim kajakiem, ale też bym się bała,że będę pierwszą do wywrotki ;)
    Cudowna ta spódnica, piękna!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...