sobota, 16 lutego 2013

Walentynki i inne takie...


Na Walentynki (i w nagrodę za miesiąc diety) dostałam od K małą czekoladkę z serduszkiem :) A do tego były bardzo ciekawe kupony ^^ Wykorzystam, gdy nie będzie się tego spodziewał :) Do tego dostałam misia (nie wiem skąd ten pomysł), który dostał już imię Doris (tak to dziewczynka xD) i piernik-serduszko, którego raczej nie zjem bo wystarczy mi babeczka i trochę ciastek zodiaków. I tak męczę się ostatnio z odchudzaniem w kółko spalając to samo pół kilograma. Tak mi już "tańczy" ta waga od 10 dni :(
Wracając do Walentynek...
Właściwie to nigdy nie obchodziliśmy tego święta, ale w tym roku wpadłam na fajny pomysł na prezent. Kupiłam mu cappuccino i czekoladę do naszego nowego ekspresu do kawy :) A że mi się nudziło to ładnie zapakowałam w słitaśny walentynkowy sposób :)
Do tego kupiłam przy okazji wysyłania paczek na poczcie balon w kształcie serduszka. Stwierdziłam, że będzie zabawnie jak tak przyjadę do K moim czerwonym (a jakże!) samochodzikiem z balonem i tajemniczym prezentem :)
Na ostatni moment upiekłam też czekoladowe babeczki. Jak dobrze, że stygną szybciej niż ciasto :) Niestety nie były takie dobre jak urodzinowe muffinki. Czegoś im brakowało (cukru?) xD








Ale najlepsza była moja siostra. W Walentynki pojechała sama do centrum właściwie bez celu. Zjadła pizzę, kupiła dwa t-shirty w House, a ja w międzyczasie odebrałam dla niej paczkę z Korei i napisałam SMSa, że coś na nią czeka ;)
Biedna czekała na swoje płyty ponad miesiąc :) Gdy je odpakowała wykrzyknęła (cytuję) Wow! It's my best Valentine's Day ever!
:)
Jak widać nie potrzeba faceta żeby były fajne Walentynki :)
Ostatni dzień diety (I etapu) też był powodem do świętowania i w zeszłą niedzielę po targach poszliśmy na kawę (miałam kupon na latte po 3,50zł) no i skusiłam się na pączka. Niestety nic nie zastąpi tych z Dunkin Donuts. Szkoda, że w Polsce już ich nie ma :( Mają sto razy lepszą kawę mrożoną od Starbucks.

Oprócz tego ferie mijają mi dosyć leniwie. W zeszłym tygodniu musiałam jechać na uczelnię w końcu oddać indeks. A przy okazji iść do promotorki aby podpisała mi kartę proponowanego tematu pracy magisterskiej. Nie wiem o co chodziło bo żaden inny promotor tego nie wymagał. Zrobiłam rozeznanie wśród znajomych :)
Ogólnie na uczelni spędziłam więcej czasu niż się spodziewałam bo okazało się, że skoro profesor źle wpisał mi ocenę w system internetowy to jest mój problem i mam z nim to wyjaśnić. Inaczej nie przyjmą mojego indeksu. Sprawdziłam, że na szczęście profesor Ponczek miał konsultacje akurat w tym samym czasie. Okazało się, że go nie ma. Pani kierownik katedry stwierdziła, że jest na zebraniu. Na szczęście po przemyśleniu sprawy wróciłam z zamiarem poproszenia kobiety aby chociaż powiedziała profesorowi jaka jest sytuacja albo poprosiła go o odebranie maila ode mnie, na którego nie odpisał :P
Na szczęście zaproponowała, że sama zaloguje się do systemu i zmieni mi 3 na 5 zgodnie z wpisem w indeksie :)

W zeszłym tygodniu także wykorzystałyśmy jedyny wolny tydzień Joli i umówiłyśmy się na pogaduchy. Klaudia miała wolne w pracy i fajnie, że udało nam się spotkać w trójkę. Brakuje mi takich spotkań i szczerych rozmów o wszystkim i o niczym. Zastanawiam sie kiedy przestaniemy wspominać wakacje w Stanach bo jakoś tak z Klaudią mamy, że zawsze coś doprowadzi do tematu campu :) Musimy jendak uważać bo cały czas mam na uwadze to, że Jola też bardzo chciała jechać, ale jej się nie udało.
Jak zwykle się zasiedziałyśmy i do domu wróciłam o północy :)
Zostały mi jeszcze dwa tygodnie wolnego. Strasznie długo siedzę w domu, wiem :)
Ale potem znów będzie ciężko bo mam 14 przedmiotów. Czyli znowu zapowiada się siedzenie na uczelni do 19 :(

18 komentarzy:

  1. No za tyyyyyyle wolnego jakaś sprawiedliwość musi być :P hihihi nie no żartuje, mnie o dziwo spoko plan sie szykuje o ile czegoś nie pozmieniaja co maja w zwyczaju ... ale jak dla mnie tak moze zostac :P 2 marca macie jakieś plany ? :P to sobota :P
    W sumie chciałam nawet do ciebie pisać czy nie masz czasu wpaśc do Silesi jutro o 17 bo bede tak siedziec bez celu bo o 19 musze sie wrócić na uczelnie po wpis :/ a do domu mi sie nei opłaca jechac :/ masakra ...
    no i znowu robie wszystko byle sie nie uczyc ale juz normalnie wypluta jestem :P

    OdpowiedzUsuń
  2. fajne zdjęcia, muffinki wyglądają pysznie...
    ja niestety nie obchodziłam walentynek:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. wow !
    ile słodkości:)
    widzę, że walentynki udane :)

    pozdrawiam serdecznie
    Marcelka Fashion
    :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne zdjęcia :) widzę, że walentynki udane :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja dziś zobaczyłam mój plan na semestr i się zdziwiłam że moja specjalizacja po raz pierwszy od lat skończy najwcześniej zajęcia lub ich wcale mieć nie będzie, bo to zawsze my i nikt inny siedzimy do 20 na uczelni. pewnie się pomylili w planie, nie wierzę w takie rzeczy.
    walentynki jak normalny dzień dla mnie nigdy nie świętowałam i raczej świętować nie będę, nie ma co :D. a pakowanie prezentów to najlepsza rzecz według mnie. lepsze niż kupowanie prezentów i lepsze niż dostawanie prezentów.

    OdpowiedzUsuń
  6. Masz ciekawego bloga, kolejne posty przyjemnie się czyta i podobają mi się Twoje zdjęcia. Dołączam do obserwujących i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Oo wow, jak fajnie można to wszystko zorganizować, podoba mi się :) I jak fajnie zapakowane :) I powiedz mi, gdzie można dostać te czekoladki z napisem? Już na kolejnym blogu je widzę ;)) Świetne są :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ach, i świetny wygląd, tło bardzo mi się podoba :)
    Co do planu to mój jest beznadziejny, jako jedyna grupa mamy codziennie okienka (a pozostałe nie mają ani jednego) i będę siedzieć na uczelni do późna ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sie już boje bo poprzedni plan miałam beznadziejny i po całym tygodniu nie miałam na nic siły. Jak to pogodzić z ćwiczeniami? Ech
      A czekoladki są z Biedronki :)

      Usuń
  9. Ale fajne opakowanie prezentu-świetnie to wygląda :) I tyle słodkości, aż zgłodniałam ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. mmm ale mi zrobiłaś ochotę na słodycze!! tylko rarytasów :) chyba zaraz coś upiekę, w końcu od jutra dieta :P:P
    świetne opakowanie prezentu a najbardziej podoba mi się balooon :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe a pozwoliłam sobie tylko na jedną babeczkę i pół piernika serca. Reszte rozdaliśmy rodzicom :) Musiałam szybko schować z widoku żeby nie kusiło :)

      Usuń
  11. oj taka rozpusta raz na jakiś czas jest potrzebna.
    trochę poczytałam o tej diecie i jest bardzo ciekawa, ma same dobre opinie, jak się teraz czujesz?
    ja chyba też się przyłącze ale sama sobie coś ułożę bo niestety nie mogę zbyt ostro jeść.
    pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jak każda - niektórzy na niej szybko chudną, niektórzy nie. U mnie to idzie powoli i trochę się do niej zniechęciłam

      Usuń
    2. kurczę nie mów tak! bo już sobie rozpisałam po swojemu na tydzień tę dietę, zobaczę jak będzie mój organizm reagował.

      ale i tak już sporo schudłaś! to sukces:) a sukcesy powinny mobilizować:)

      ps walentynki super sprawa:)

      Usuń
  12. Kochana, świetnie wyglądasz :* Widać, że Wanetynki się udały :*

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...