środa, 4 lipca 2012

Papierowe torby!

Dziś będzie post o jednym z moich dziwactw (oprócz tego, że nie lubię spinać włosów, piję herbatę z mlekiem i nie lubię zielonych ubrań xD).
Inspiracją do podjęcia tego tematu był film, na który ostatnio natrafiłam w TV.
"Wyznania zakupoholiczki" to przyjemna komedia (romantyczna, tak mi się zdaje) o niezbyt ambitnej fabule i mało rozgarniętej głównej bohaterce, ale ten film niesie za sobą ciekawe przesłanie. Oglądałam go w przeddzień zaplanowanych wielkich zakupów z moją siostrą. Film jest o mieszkance Nowego Jorku, która większość swojej wypłaty wydaje na zakupy. Ona kupowania nie traktuje jako obowiązku. Ona sklepy... kocha :) Twierdzi, że do szczęścia bardziej niż faceta potrzebuje karty kredytowej. Niestety zadłuża się powyżej własnych możliwości spłaty i staje tym samym na krawędzi przepaści. Przypadek sprawia, że dostaje pracę w magazynie piszącym o finansach. Zadłużona zakupoholiczka pisze o tym jak oszczędzać :)
Takie filmy poprawiają mi humor. Wiem, że ze mną nie jest tak najgorzej :)
Pewnie dlatego, że tak właściwie to nie mam czego wydawać.
W tym tygodniu jednak objawiło się coś, co poprawiło mi humor po wtorkowych stresach (promotorka znów się nie pojawiła na seminarium). A nazywa się to - zwrot podatku xD
O jak to pięknie móc sobie go przemnożyć razy trzy :) Niestety banki przy realizacji czeków w dolarach robią to wg własnego kursu, ale mimo wszystko fajna sumka jak na moje standardowe "dochody" się z tego uzbiera. Niestety trochę na te pieniądze poczekam, a wyprzedaże już trwają więc "pożyczyłam" sobie z mojego funduszu na wyjazd tyle, ile mam mniej więcej dostać z tego zwrotu.
Wygodne buty, woda do torebki i możemy ruszać :)
Jestem bardzo zadowolona z zakupów bo oprócz kilku fajnych letnich rzeczy mam pierwszą część prezentu na urodziny mojego narzeczonego. Drugą zamówię z allegro bo niestety perfumy, który on lubi w Sephorze kosztują majątek.
Nie o tym jednak chciałam pisać. Miałam pisać o moim dziwactwie. A mianowicie: uwielbiam papierowe torby na zakupy i ubolewam, że w Polsce nadal raczą nas tymi paskudnymi siatkami.
Niektóre sklepy wprowadziły opcję papierowej torby dodatkowo płatnej :/
A ja uwielbiam tak jak na amerykańskich filmach, gdy dziewczyna wraca z zakupów z tymi wszystkimi torbami. Mogłabym mieć taką własną torebkę i chodzić z nią żeby mi nie dawali tych foliówek :)
Papierowe torby na zakupy wyglądają jakoś tak bardziej elegancko i trochę "szpanersko" zwłaszcza u nas, gdy są dostępne głównie w sklepach z wyższej półki. Mam nadzieję, że wkrótce w "sieciówkach" również się ich doczekam :)


Nie wiem, ale jakoś już tak mam, że strasznie mi się te torby podobają. Nawet zakupy spożywcze mogłabym w nich nosić :D No i na pewno są bardziej ekologiczne niż foliówki (przynajmniej te nieusztywniane).






P.S. A moimi zdobyczami, które przytargałam ostatnio do domu z Silesia City Center (niestety w foliowych siatkach :P) pochwalę się w następnej notce.
A tak w ogóle to dziś czwarty lipca :) Szkoda, że nasze święto niepodległości nie wygląda tak jak w USA. Rok temu na pikniku z pokazem sztucznych ogni i muzyką, aż mi się łezka w oku zakręciła ;)
P.P.S. Nie dostałam tej pracy w Qubusie :(
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...