środa, 30 maja 2012

Fajnie być profesorem

Wczoraj był zły dzień. Jeden z tych najgorszych. Na prawdę nie mam już ochoty studiować. Zwłaszcza, że w mojej branży pracę dostaje się przez znajomości - nie oszukujmy się, ile jest ogłoszeń, że chcą kogoś do biura podróży? Przeważnie prowadzi taką agencję jedna osoba, ewentualnie zatrudnia koleżankę.
Nie widzę więc większego sensu w uczeniu się dalej. Motywuje mnie tylko kasa, którą już wydałam na te 3 lata. I to, że licencjat to nic więc już na świętego spokoju zaocznie skończę tego magistra. I niech Bóg uchowa mnie przed ponownym spotkaniem z prof D moją promotorką.
Znowu mi się oberwało. Za to, że jeszcze w kwietniu oddałam jej dwa rozdziały bez spisu treści. Wtedy na prawdę zapomniałam. Powiedziałam, że przyjdę za tydzień. A ona, że weźmie te rozdziały i podała mi maila żebym jej dosłała ten spis.
Wczoraj za to opieprzyła mnie jak tak można oddawać bez spisu treści (halo? przecież nie chciałam dać) i że ona dostaje tyle maili, że się w tym gubi - to po jakiego grzyba rozdaje tego maila na prawo i lewo skoro go nie odbiera? Przecież to nie ja się narzucałam z tą pracą. A wiedziałam że to sie tak skończy :P
Jak zaczęłam jej delikatnie wspominać, że to nie moje wina to machnęła ręką mówiąc "niech pani mi się nie tłumaczy!". Czyli naszego spotkania ze stycznia ciąg dalszy. Ona mi każe milczeć więc muszę. Jak pisnę choć słówko wychodzę na bezczelną.
Fajnie być profesorem co?
A może i nie bo ma tyle na głowie, że "nie ma czasu iść do fryzjera". Tak się dowiedziałam.
I najlepsze ze wszystkiego - ona ma 23 czerwca wesele siostrzenicy więc nie możemy jej oddać całości prac 19. Tylko tydzień wcześniej. Miło, że poinformowała nas o tym dopiero teraz. A w ogóle co mnie to obchodzi co ona robi po pracy? Dała termin 19 czerwca to nie powinna go zmieniać. To wesele to nie wymyśliło się wczoraj chyba, prawda? Albo o nim wcześniej zapomniała i teraz my musimy cierpieć z tego powodu. Bo przecież te następne 2 tygodnie będą najgorętsze - kilkanaście zaliczeń i egzaminów.
Więc nagle mi się zrobiły dwa tygodnie na napisanie czwartego rozdziału, wstępu i zakończenia. Uroczo. Ale to i tak moja wina przecież bo powinnam mieć już prace napisaną :P
Tak więc ona nie ma czasu na fryzjera, a ja.... na egzaminy. Bo teraz ślęczę całymi dniami nad tą pracą i wiem, że jej jakość jest do dupy i jak po tym weselu to sprawdzi i będzie miała zastrzeżenia to może mi braknąć czasu i nie obronię się w lipcu.
Wolałam nie przypominać jej, że powiedziała - "pracę dyplomową należy pisać powoli" :P
Bo jak mówię prawdę, która jest dla niej niewygodna to każe mi się zamknąć.
Jeszcze raz: fajnie być profesorem, prawda?
Można sobie wymyślać godziny pracy : "następne seminarium będzie na 10 bo ja nie będę dojeżdżać na 8:30 bo przez korki muszę wcześniej wstać" to jej słowa.
Nie mogę patrzeć na tę wstrętną, zakłamaną kobietę. Dostaje grube tysiące za swoją pracę, a narzeka. Skoro ją obowiązki przerastają, to niech zrezygnuje z promowania chociażby. Nie rozumiem tego.
A najlepsze jest to, że jak komuś to opowiadam to sobie myśli o mnie, że jestem taka jak wszyscy studenci - leniwa i tylko narzekam bo "wykładowcy są głupi". A tak na prawdę to ktoś powinien się dobrze przyjrzeć nauczaniu na naszej uczelni. Sugerowałabym nawet jej zamknięcie :P
Smutne to wszystko. Strach pomyśleć co będzie jak w końcu uda mi się znaleźć jakąś pracę i mój szef będzie taki sam - musi mieć racje, a jak ktoś ma jakieś kontrargumenty to machnie mu ręką i pracownik powinien zamilknąć.
Nie napawa mnie to zbytnim optymizmem.
P.S. Nie wiem czy jeszcze będę prowadzić tego bloga bo samej nie chciałoby mi się czytać czyiś narzekań i smutków a zdjęć ubrań też nie będę wrzucać bo się dowiedziałam, że mam za dużo pieniędzy ostatnio i nie powinnam "trzepać jęzorem". Coś mi ten blogspot nie służy chyba :D

piątek, 25 maja 2012

Dużo nowości :)

Tym razem pochwalę się moimi zdobyczami :) Jest tego sporo bo uzbierało się w ciągu 3-4 tygodni :)
Po pierwsze potrzebowałam spodni. Konkretnie czarnych, bo mi się roztargały i mimo dwukrotnego szycia, wciąż się rozłaziły. Pojechaliśmy z K do Silesii. On nie lubi centrów handlowych i zakupów i wolał odnieść do auta zakupy z Tesco ("no przecież nie będziesz tego nosić kochanie") niż towarzyszyć mi w C&A :)
Okazało się, że do C&A nawet nie dotarłam bo po drodze był Camaieu, o którym wiem, że ma spodnie w moim rozmiarze :) I nie pomyliłam się. I tym razem coś dla siebie znalazłam. Bardzo fajne elastyczne czarne rurki za 79zł :)
Później jeszcze z ciekawości wstąpiliśmy do Deichmanna. Chciałam zobaczyć czy mają fajne sandały na koturnie. Nic mi specjalnie do gustu nie przypadło, ale postanowiłam przymierzyć jedne beżowe, nie za bardzo wysokie.

K się spodobały, pani ekspedientka też mnie namawiała żebym wzięła ten kolor a nie czarny. Niestety po powrocie do domu i przymierzeniu bez tych cienkich skarpetek okazało się, że mały palec mi tak głupio wystaje :/ Nie dało się z tym nic zrobić.

Na drugi dzień na szczęście bez problemu je oddaliśmy.
A kilka dni temu przypadkowo za 26zł wylicytowałam sandały na Allegro :) Z przesyłką wyszły mnie 41zł. Są wyższe, ale wygodniejsze.

Chciałam czarne (ale poszły za 70zł) ale cieszę się, że wybrałam te.
Oprócz tego na Allegro zamówiłam sobie taką luźną bluzeczkę, którą mam zamiar ubrać na ta imprezę z Iwoną. Ale to dopiero za tydzień, albo lepiej. Jutro miałyśmy iść na Juwenalia, ale ze względów zdrowotnych nie mogę :/

Żeby przesyłka się opłacała zamówiłam sobie jeszcze za 17zł bokserkę w panterkę. Chyba pozbyłam się awersji do tego wzoru. Uważam, że jak mądrze się go nosi to nie wygląda tandetnie :) Ja mam zamiar używać jej wyłącznie jako kolorowego akcentu pod czarny sweterek :)
Wczoraj mimo bólu brzucha i osłabienia wybrałam się po bluzeczkę, którą sobie wypatrzyłam w... Lidlu! :) Strasznie podoba mi się ten nadruk z Tweetem :)

 Co prawda miałam się nie odmładzać bo już i tak ludzie myślą, że mam 16 lat. No cóż, będę nosić latem, na rolki, rower :)
Co tam jeszcze? A, miałam kiedyś godzinę do autobusu bo odwołali nam zajęcia. I z nudów wstąpiłam do drogerii. Chciałam wypróbować jakiś nowy podkład. Pani poleciła mi firmę essence. Pierwszy raz mam podkład w musie i muszę powiedzieć, że jestem bardzo zadowolona. Podkład lepiej niż taki lejący się dopasowuje się do cery. Nie da się też przesadzić z ilością.
dodatkowo kupiłam lakier, choć nie byłam co do niego przekonana.

Chciałam pastelowy fiolet a wyszedł bardziej mroźny błękit :) Choć to zależy od światła. Za to trwałość lakieru mnie zachwyciła. Po 3 dniach dopiero musiałam domalować kilka końcówek i to naprawdę minimalnie. Cały lakier miałam prawie 6 dni, a to mi się rzadko zdarza. Zdecydowanie spośród lakierów za mniej niż 10zł ten jest moim faworytem i na pewno wrócę do tego sklepu po kolejne kolorki :)
Resztę rzeczy dostałam w prezencie ^^
W połowie maja przyjechała do nas z Niemiec ciocia Usia. A ona zawsze coś przywiezie fajnego :) Zwłaszcza, że ubiera się prawie wyłącznie w H&M :)
Tak więc wybrałam sobie co lepsze:
Brązowa spódnica H&M - uwielbiam takie rozkloszowane. Mogłyście ją już podziwiać w poprzednim poście :)
Białe klapki - mam mieszane uczucia. Gdyby te kwiaty były trochę niżej to byłyby lepsze. Bo teraz jak położę nogę to palce rozchodzą mi się na boki i noga wygląda na szerszą.

Brązowo-turkusowe klapki plażowe
Tunika H&M - podoba mi się jej turkusowy kolor i letni wzór. Szkoda, że nie jest dłuższa bo byłaby z niej fajna sukienka.
Wzięłam też białą bluzeczkę z wzorkiem choć nie za bardzo mnie przekonuje. Najwyżej będę chodzić w niej tylko w domu :) I jeszcze drugą pastelową bluzeczkę również z H&M. Fajnie wygląda założona na strój kąpielowy :)
I na koniec jeszcze pudrowa marynarka H&M. Na żywo wygląda ślicznie. Z tyłu ma taką jakby falbankę co dla mnie jest bardzo korzystne bo nie opina mi się na biodrach :)

A to kwiatki, które K kupił mi w Orgodzieńcu zrobione... z drewna! :)

środa, 23 maja 2012

Majowa wycieczka

Spodobało mi się tutaj :) Wyobrażacie sobie, że klikam "opublikuj" i post się... publikuje? A nie nagle mój blog znika :) Miła odmiana po dwóch miesiącach męczenia się na Onecie. Pierwszą notką tutaj będzie moja ostatnia stamtąd :)

W sobotę wybraliśmy się w końcu na tę moją wymyśloną wycieczkę „na zamki” jak to wszyscy zaczęli określać :) Mieliśmy zakończyć ją w Krakowie, ale Sławek wpadł na pomysł żeby przejechać się tam autobusem, a nie autem i to na cały weekend w czasie Euro 2012 do „strefy kibica”. Nie mam pojęcia co to jest, ale K mówił, że można oglądać mecz na telebimie. Fanką piłki nie jestem, ale z doświadczenia wiem, że to fajne przeżycie kibicować tak drużynie z innymi ludźmi. Obawiam się, że jednak biorąc pod uwagę rangę wydarzenia, może być za duży tłum chętnych. A na nocleg w hostelu nie ma co liczyć. Albo miejsca będą już dawno wykupione, albo ostatnie za potrojoną cenę. A hostel w Krakowie jak mniemam to nie ten sam standard co hostel w Nowym Jorku. Tam zapłaciłam w przeliczeniu ok 100zł za noc no ale to było coś. Co prawda spało się z kilkoma obcymi w pokoju, ale łazienki wyglądały jak w przynajmniej 2* hotelu ^^
Wracając do naszej wycieczki, pojechaliśmy do Olkusza i pobliskiego zamku w Rabsztynie. Takie to niewielkie ruiny i makieta zamku, który tu kiedyś stał. Później przejechaliśmy praktycznie na resztę dnia do Ogrodzieńca, gdzie akurat odbywały się „walki na moście”. Kilkudziesięciu facetów pocących się w „strojach z epoki” naparzało się na moście prowadzącym do zamku tak, że turyści musieli czekać, aby do niego wejść i z niego wyjść. Oglądając salę tortur zrobiło nam się trochę słabo. Zresztą cały ten wypad trochę mnie zmęczył. Cały dzień na słońcu nie działa na mnie dobrze. Ale zamek piękny. Bardzo lubię zwiedzać ruiny i wyobrażać sobie jak to kiedyś wyglądało ;) A w Ogrodzieńcu pomaga w tym makieta i napisy na murach typu „Sypialnia” :)
Pod wieczór pojechaliśmy na Pustynię Błędowską. A raczej mieliśmy pojechać, gdyż znaki zaprowadziły nas jedynie na punkt widokowy za wzgórzu Czubatka. Gdybyśmy jechali według wcześniej wyznaczonej trasy to pojechalibyśmy na samą pustynię. Ale mnie nikt nie słuchał :P A powinni bo w końcu miałam piątkę z kartografii na pierwszym roku ^^
Zrobiliśmy więc sobie grilla na górce ;) Och jak cudownie smakuje grillowany kurczak po takim całym dniu łażenia :)
W niedzielę zrobiliśmy więc sobie poprawkę u K na ogródku, a później obejrzeliśmy film „Chloe”, który polecam... albo i nie. Sama nie wiem. Myślałam, że to będzie film o zdradzie przez internet. A jak się okazało to film o lesbijskich fantazjach kobiety po czterdziestce. Film psychologiczny haha

Zestaw 1 Sobota


 Koszula – Dunnes (szafa.pl 20zł)*
Rurki – Camaieu (79zł)
Biała bokserka – Butik (19,90zł)
Trampki – Atmosphere (allegro 24zł)
Torba – Cropp (szafa.pl 36zł)
Okulary – Biedronka (10zł)
Zestaw 2 Niedziela
 Spódnica – H&M (prezent)
Bluzeczka – New Yorker (19,90zł)
Sweterek – H&M (allegro 25zł)*
Sandały – Deichmann (od siostry xD)
Torebeczka – od mamy xD
Bransoletka – Butik (9,90zł)
    * ceny z internetu podaję zawsze z wliczoną wysyłką

    Bloga z opowiadaniem przenieść mi było łatwiej, gdyż adres nie był jeszcze zajęty. Zainteresowanych zapraszam więc pod www.milion-dolarow.blogspot.com, gdzie postaram się wkrótce uzupełnić wszystkie 13 rozdziałów. Ostatnim rozdziałem opublikowanym pod oba adresami (28 maja) będzie 14.

wtorek, 22 maja 2012

Próba rozpoczęcia od nowa

Przez błędy na portalu, na którym dotąd blogowałam (prawie 6 lat!) pisanie bloga zaczęło mnie męczyć zamiast sprawiać przyjemność. Nie chciałam opuszczać swojego miejsca w sieci, do którego przywykłam, ale wczytywanie postów po 10 razy potrafi człowieka doprowadzić do szewskiej pasji.
Podejmuję więc próbę stworzenia nowego bloga, który póki co będzie funkcjonował równolegle z dotychczasowym.
Niestety stara nazwa była już zajęta. Tak jak dwadzieścia innych, które próbowałam. W większości brze blogi-widma porzucone nawet 10 (!!) lat temu. Przetłumaczyłam więc arcobaleno na inny język ;) Póki co nie mam pomysłu na inny adres :)


ten blog jest kontynuacją bloga www.arcobaleno.blog.onet.pl 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...