poniedziałek, 18 czerwca 2012

Wakacyjne wspomnienia

Z okazji, że dziś 18 czerwca, notka będzie nieco sentymentalna. Bo tę datę zapamiętam już do końca życia chyba :) Nie mogę uwierzyć, że to już rok minął od momentu, gdy pożegnałam się z rodzicami i K na lotnisku (bez łez się nie obyło) i wyruszyłam ku mojej przygodzie :) Już na samym wstępie natrafiliśmy na problemy. Samolot miał 2 godziny opóźnienia więc utknęliśmy na lotnisku we Frankfurcie.
Po odstaniu ponad 3 godzin w kolejce dowiedzieliśmy się, że będziemy musieli nocować w Niemczech, a polecimy dopiero w niedzielę rano. Na szczęście nie musieliśmy czekać na lot naszych linii, przebookowali nas na Singapore Airlines (dzięki Bogu za allianse lotnicze xD). Spędziłam bezsenną noc w hotelu, który z tego co pamiętam miał aż pięć gwiazdek. Z przyborów w bagażu podręcznym miałam tylko puder do twarzy (nawet nie pamiętam po co xD). Resztę załatwiły mini produkty hotelowe i łazienkowa suszarka do włosów :)
Jeśli nie jesteście fanami azjatyckiego jedzenia to Singapore Airlines nie polecam. Do USA leci się ponad 8 godzin (z Niemiec), a jedzenia wnieść na pokład nie wolno. To co dostałam podobno było kurczakiem. No nie wiem. Po wylądowaniu w Nowym Jorku i przejściu kontroli czekaliśmy już tylko na nasz bagaż, którego w końcu od dwóch dni nie widzieliśmy ^^
Pani na lotnisku od razu wyczuła w nas zagubionych studentów bo zgarnęła nas do swojego stanowiska zapewniając, że u nich będziemy mieć najtańszy shuttle na Manhattan. 
Nie mieliśmy pojęcia gdzie wysiąść. Czy jechać od razu do naszych miejsc pracy czy do hostelu, w którym mieliśmy być dzień wcześniej. Ja wysiadłam na dworcu autobusowym. O Boże, jak ja chciałam wracać do domu. Zadzwonić do K żeby po mnie przyjechał. Wyszłam na ulicę. Głośno, dużo ludzi, taksówka cię przejedzie nawet na zielonym :P
W końcu jakimś cudem dojechałam metrem do hostelu (dlaczego tam nie ma ruchomych schodów? musiałam targać 20kg bagażu po schodach). Pani z hostelu była przemiła. Widziała, że jestem na skraju załamania nerwowego. Przytuliła mnie, dała kartę do pokoju, koszulkę z CCUSA i zadzwoniła do mojej szefowej meldując, że dotarłam i będę dzień później. Zamówiła mi bilet i pokazała gdzie mogę wziąć prysznic.
Byłam wykończona, a tu dopiero 16:00. Przez zmianę strefy czasowej mój dzień nagle miał 30 godzin O_o
Z kolegą, którego poznałam dzień wcześniej na lotnisku w Katowicach postanowiliśmy coś zjeść. Wybraliśmy... McDonald's :) Jak miło zobaczyć coś swojskiego :) Nie byliśmy zbytnio w nastroju na zwiedzanie. Poszliśmy do Central Parku.
Moje jedyne zdjęcie z NY z tamtego dnia :)
Na drugi dzień o 5:30 już musiałam jechać metrem na dworzec. Mają rację ci, którzy mówią, że to miasto nigdy nie śpi. Miałam wrażenie, że jest przynajmniej 8-9 rano. Sklepy otwarte, mnóstwo ludzi, dostawcy, sprzedawcy, ludzie w metrze w drodze do pracy.
Jazda do Bostonu trwała jakieś 5 godzin. Po drodze zatrzymaliśmy się na stacji. Od rana nic nie jadłam, ale z nerwów nie byłam nawet bardzo głodna :) Kupiłam batona z 99centów. A tu pani przy kasie pani mi mówi 1,05 dolara. No tak, uprzedzali, że podatek dolicza się dopiero przy kasowaniu. A my byliśmy już w Massachusetts. Ja nie wiem jak ludzie się w tym odnajdują.
Dworzec w Bostonie wspominam o wiele lepiej niż ten w NY. Czysto, łatwo trafić do odpowiedniej kasy, bramki do odjazdu itp.

Spędziłam 2 godziny czytając H.Cobena, którego wzięłam ze sobą (książka o zabójstwie opiekunów z obozu dla dzieci, takiego na jaki jechałam xD uroczo).
Pierwsze wrażenie z Camp Bernadette było okropne. Na drugi dzień nadal ciągle mi się chciało płakać na myśl o tym, że dwa miesiące tam spędzę. Potem poznała Evę, Kati i Mesi, z którymi pracowałyśmy. Były lepsze i gorsze chwile. Czasem prawie się pokłóciłyśmy bo trudno pracować razem i się przyjaźnić. Odpocząć możemy, gdy każda z nas skończy. Wypadałoby więc tak samo przykładać się do roboty. A, gdy widziałam, jak dziewczyny się wygłupiają zamiast pracować, to szlag mnie trafiał. A jak upominałam je to ja wychodziłam na tę nudą, co się bawić nie umie.

Choć po dwóch miesiącach już nie mogliśmy patrzeć na amerykańskie jedzenie to do tej pory tęsknię za smakiem cookies, Brownie, makaronu z serem i grillowanego sera :)
Z Evą zresztą ostatnio gadałyśmy na fb co do meczu Polska-Czechy. No niestety ma powód do świętowania :P


Najmilej wspominam wypady do Wolfeboro, pobliskiego miasteczka, które były namiastką wolności. Zapominałyśmy na te kilka godzin jak nas traktują, że tęsknimy już za domami, że chcemy w końcu się wyrwać i rozpocząć zwiedzanie.





Mimo wszystko dwa miesiące szybko minęły. Postanowiłyśmy razem spędzić te kilka dni w Bostonie, które wspominam bardzo miło. Oprócz jednego, w którym zmęczenie, za mało jedzenia i wypite piwo dały o sobie znać. Do południa leżałam w łóżku walcząc z mdłościami. Ominęło mnie zwiedzanie Harvardu ;(
Niestety zwiedzałyśmy rano i A&F był jeszcze zamknięty ;( Na szczęście wcześniej zamówiłam sobie mała wyprzedażową paczkę z darmową dostawą na camp ^^

Potem pojechałyśmy do Gloucester oglądać wieloryby. A raczej kilka ich ogonów :P Cała eskapada to 5 godzin na otwartym oceanie. Oj nie, nigdy więcej :P

W Nowym Jorku pierwszego dnia byłam tylko z Evą (pozostałe dziewczyny pojechały do SixFlags czyli ogromnego parku rozrywki). Zwiedziłyśmy głównie okolice Central Parku. Mimo tych dwóch razy, nadal nie udało mi się obejrzeć całości :)



Nowy Jork to miasto niesamowite. Głośne i zatłoczone, ale też są takie miejsca, w których w ogóle nie czujesz, że jesteś w mieście. Chociażby Central Park, w którym w ogóle nie słychać ruchu ulicznego, a przecież znajduje się w samym środku Manhattanu :)

Do fontanny przed MET wrzuciłyśmy tyle drobniaków, że powinnyśmy tam wrócić jeszcze ze 20 razy ^^


Cieszyłam się, gdy w końcu opuściłam Times Square. Fajne to wszystko, ale za dużo ludzi. Za to w Forever 21 zaraz obok kupiłam sobie fajną bluzeczkę i spotkałam... Polki :) Wybierały sobie sukienki nieświadome, że ktoś je rozumie ^^




Nie zapuściłam się na Brooklyn dalej niż ta promenada :) Wystarczyło mi już, że nocowałam na Harlemie i wszyscy na mnie dziwnie patrzyli :P

video
Kilka sekund z Brooklynu :)






video
Piąta Aleja :)
Byłam w Nowym Jorku dwa razy, ale za każdym razem za krótko :) I najpierw się stresowałam, że nazajutrz muszę wcześnie wstać i jechać do New Hampshire. A potem tylko kilkanaście godzin dzieliło mnie od powrotu do domu, do mojego K więc też to było takie lekko stresujące. Płynęłam zobaczyć Statuę Wolności i ciągle patrzyłam na zegarek wiedząc, że muszę wyjechać wcześniej żeby zdążyć na odprawę :)
A dziś, rok później zostały mi miłe wspomnienia :) Nie pamiętam już tych złych chwil i właściwie to nawet na camp bym wróciła byle tylko mieć okazję jeszcze raz odwiedzić NY :)

Pozdrawiam tych, którzy dotrwali do końca :)

22 komentarze:

  1. Ale przygoda:)
    To Ty sama tam poleciałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to tak. Na lotnisku poznałam ludzi z Polski ale potem do New Hampshire przez Boston jechałam sama i dopiero tam poznałam fajne dziewczyny z Europy ^^

      Usuń
  2. pojedziesz pewnie jeszcze do NYC :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam już zbierać :) Na emeryturce się wybiorę :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Były bardzo zabawne momenty :D Stres w pracy trzeba było odreagować :)

      Usuń
  4. I wiesz co jest w tym wszystkim najfajniejsze? Że udało się tam pojechać i spełnić marzenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To na pewno :) Ale kurcze jak ja za tym tęsknie.... ;)

      Usuń
    2. a może kiedyś jeszcze uda się pojechać? Jakiś urlop...albo wiem! Podróż poślubna :)

      Usuń
  5. Fajna relacja:) Wspomnienia zostają na całe życie i są tylko Twoje, to najpiękniejsze:)
    Mnie do Stanów w ogóle nie ciągnie. Pewnie dlatego,że musiałabym lecieć samolotem czego nie zamierzam nigdy robić:)Ale muszę przyznać,że na Twoich zdjęciach wszystko wygląda super:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też po powrocie do Polski powiedziałam, że już nigdy samolotem nie polecę. Ponad 8 godzin w powietrzu nie działa na mnie dobrze. Ale to sie kłóci z moją chęcią poznawania świata :D

      Usuń
    2. Dlatego ja jeżdżę tylko tam gdzie można dotrzeć samochodem, albo pociągiem:) Na szczęście w ten sposób można śmiało przejechać całą Europę no i Azję-ale to też nie moje strony:)

      Usuń
    3. Ja chyba jednak na wakacje jakbym miała jechać to samolot bym wybrała. Bo np w tym roku czeka mnie 20godzinna podróż autokarem a tego moje kolana mogą nie wytrzymać :(

      Usuń
    4. Autokarem nie cierpię, wszyscy ściśnięci, nie ma jak się ruszyć. Kocham pociągi, mogłabym być motorniczym, albo konduktorem:)

      Usuń
  6. Wow;-) a jak to sie stalo ze tam trafilas?? Niesamowite przezycie musialo to byc. Zazdroszcze. Pojechac do USA to marzenie kazdego;-);-) ja noestety nie bylam jeszcze nigdy za granica:-(:-(:-(:-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie było takie trudne, ani drogie :) Jak się studiuje i ma wolne wakacje to własciwie każdy znając komunikatywnie angielski może pojechać :) Ciężka praca, ale to co było potem.... Nie do opisania :D

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Póki co najlepsze w moim życiu :) Mam nadzieję że jeszcze tam wróce zabierając ze sobą K :)

      Usuń
  8. Jak ja Ci zazdroszczę! Niezmiennie od momentu, kiedy dowiedziałam się, ze lecisz! ;P

    A naczyń mieliście jak widzę sporo do mycia ;P

    Ale zdjęcia nieziemskie, takie wyrwane z moich marzeń dosłownie...park, ulica, budynki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te talerze to tylko część jest :D:D
      Mój jeden z planów na przyszłośc zakłada ze jeszcze tam pojadę. Ale mam 15 wersji planu na przyszłosc jak ostatnio policzyłam więc.... cóż, okaże sie :)

      Usuń
  9. o mamooo, ale czad! czyli polecasz taki wyjazd? :) jak dobrze, trzeba znać język? i jak finansowo to wygląda?

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...